Reklama

Narastanie długu grozi kryzysem

- Przyspieszenie wzrostu PKB jest konieczne dla utrzymania równowagi gospodarczej - powiedział Marek Belka, minister finansów. W przeciwnym razie utrzymywać się będzie wysoki deficyt budżetowy, co grozi narastaniem długu publicznego i w konsekwencji kryzysem. Uniemożliwi to Polsce wejście do unii monetarnej.

Publikacja: 15.03.2002 07:51

Podczas odbywających się w Warszawie "VI spotkań przy okrągłym stole z udziałem rządu Rzeczypospolitej Polskiej", zorganizowanych przez Economist Group Business, Marek Belka przedstawił program gospodarczy rządu. Przy okazji odpowiedział na zarzuty, że jego plan największy nacisk kładzie na przyspieszenie wzrostu gospodarczego, i czyni to kosztem stabilności gospodarki.

Zdaniem M. Belki, właśnie nierównowagi gospodarki program pozwala uniknąć. A niski wzrost gospodarczy spowoduje utrzymanie wysokiego deficytu budżetowego.

- W tej sytuacji dług publiczny będzie szybko narastał i wkrótce zbliży się do granicy 60% PKB lub może go nawet przekroczyć - powiedział minister.

Tymczasem konstytucja nie pozwala na zadłużenie publiczne tej wysokości. W takiej sytuacji natychmiast uruchamiane są procedury ostrożnościowe, które nakazują, by kolejny budżet uchwalony został bez deficytu.

- Proszę sobie wyobrazić budżet na przyszły rok bez deficytu. Trzeba byłoby dokonać cięć w wysokości 40 mld zł, czyli prawie 5% PKB - stwierdził M. Belka. - To dopiero byłaby katastrofa.

Reklama
Reklama

Przyspieszenie wzrostu gospodarczego pozwoli uniknąć takiej sytuacji. Zwłaszcza że narzucona przez rząd zasada ograniczania wzrostu wydatków budżetowych do nie więcej niż poziom inflacji plus 1 punkt procentowy, daje nadzieję na redukcję, a w dłuższej perspektywie likwidację deficytu budżetowego.

Dług publiczny przekraczający 60% PKB uniemożliwiłby Polsce wejście do strefy euro. Marek Belka przyznał jednak, iż wejście do strefy euro niekoniecznie musi nastąpić tak szybko, jak to możliwe, czyli w roku 2006, co zadeklarowały już np. Czechy i Węgry. Wicepremier uważa, że opóźnienie we wprowadzeniu Polski do strefy euro mogłoby wystawić złotego na ataki spekulacyjne. Z drugiej strony, oznaczałoby to wyzbycie się przez nasz kraj narzędzi polityki kursowej, co mogłoby utrudnić rozwój gospodarczy.

Innym problemem jest to, na jakich zasadach Polska miałaby wprowadzić poprzedzający euro Europejski System Monetarny (ERM2). Chodzi tu przede wszystkim o wysokość kursu złotego, jaki należałoby przyjąć w chwili wstąpienia naszego kraju do systemu, który znacznie ogranicza wahania waluty.

- Może to nastąpić według kursu bieżącego lub takiego, który ukształtowałby się po korekcie, dokonanej w porozumieniu z naszymi partnerami z EBC - wyjaśnił.

W tej chwili, zdaniem ministra, złoty nadal jest przewartościowany i pożądane byłoby jego kilkuprocentowe osłabienie, które nie zaszkodziłoby firmom zadłużonym za granicą i dałoby oddech eksporterom.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama