Obecne przepisy nakazują szwajcarskim bankom składanie raportów do specjalnej jednostki policji zajmującej się zwalczaniem procederu prania brudnych pieniędzy. - Taka procedura zupełnie się nie sprawdza. 99% tych zawiadomień dotyczy osób, które znajdują się w specjalnej bazie dostarczanej bankom przez ONZ czy Stany Zjednoczone i zdecydowały się założyć rachunek, podczas gdy terroryści mogą korzystać np. z pośredników czy specjalnie stworzonych w tym celu firm - twierdzi cytowany przez Bloomberga Lorenzo Gerber, wiceprezes federalnej komisji bankowości (SFBC).
Od czasu ataku terrorystycznego na USA 11 września ub.r. w szwajcarskich bankach zablokowano konta osób podejrzanych o działalność terrorystyczną, na których znajdowało się łącznie 37 mln franków szwajcarskich (22 mln USD). Stanowi to jednak tylko ok. 1,5% wszystkich środków zablokowanych w ub.r. w związku z ogólnym podejrzeniem o pranie brudnych pieniędzy.
Szwajcarscy bankowcy zdają sobie sprawę, że wytropienie funduszy terrorystów jest bardzo trudne. Zwykle bowiem środki używane przez nich są legalne. Tymczasem w przypadku tradycyjnego prania brudnych pieniędzy środki pochodzą z przestępstw. - Zamierzamy wywrzeć większą presję na banki, aby dowiadywały się nie tylko, kto zakłada rachunek, lecz także by miały pewną orientację, co zamierza zrobić z tymi pieniędzmi - mówi Michel Derobert, sekretarz generalny szwajcarskiego stowarzyszenia banków prywatnych (SPBA), które współpracuje przy tworzeniu nowych przepisów.
Zmiany te mogą jednak zaszkodzić kształtowanemu przez wiele lat wizerunkowi szwajcarskich banków, uznawanych za najbardziej bezpieczne i jednocześnie najbardziej dyskretne na świecie. Prześwietlanie klientów to sprawa bardzo delikatna. W ubiegłym miesiącu Credit Suisse poinformował, że przesłana ze Stanów Zjednoczonych lista osób podejrzanych o działalność terrorystyczną zawierała wiele błędów w pisowni nazwisk, a ponadto znalazły się na niej osoby nie mające nic wspólnego z Al-Kaidą czy innymi organizacjami terrorystycznymi. - Nie zapominajmy, że banki nie są organami mającymi uprawnienia do prowadzenia śledztwa i również muszą dbać o swoją reputację, by nie stracić klientów - przypomina M. Derobert.