Przedświąteczny tydzień nie przyniósł na naszym rynku akcji rozstrzygnięcia sytuacji. Zgodnie z oczekiwaniami, we wtorek WIG20 przystąpił do ponownego testowania kluczowego wsparcia wyznaczanego w strefie 1285--1298 pkt. przez lukę utworzoną na 4 stycznia. Byki obroniły się jednak z dużą łatwością przystępując na kolejnych sesjach do łagodnego kontrataku. Tę odporność, nie tylko zresztą naszego rynku akcji, można tłumaczyć mobilizującym wpływem końca kwartału. Jeśli ta hipoteza jest słuszna, to pierwsze sesje kwietnia powinny przynieść wyraźne cofnięcie się popytu na akcje i kolejną próbę - tym razem zapewne skuteczną - przełamania wparcia (konsekwencją byłby spadek rynku do poziomu konsolidacji z drugiej połowy grudnia, czyli do okolic 1200 pkt.). Jeśli jednak początek II kwartału nie przyniesie ani u nas, ani na giełdach zagranicznych bardziej znaczących spadków, to trzeba będzie dopuścić możliwość wzrostu cen, analogicznego do tego z okresu 22 lutego - 4 marca. Można zakładać, że przełamana ponad 2 tygodnie temu półroczna linia trendu wzrostowego wyznacza górne ograniczenie ewentualnej zwyżki. Obecnie linia ta znajduje się w okolicach 1430 pkt., tak więc ewentualne ożywienie mogłoby doprowadzić rynek nieco powyżej szczytu z początku marca. W spekulacyjnym horyzoncie zatem zarówno potencjalna nagroda, jak i ryzyko wynoszą po 10%, co niespecjalnie zachęca do zajmowania agresywnych pozycji w którąkolwiek stronę.

W ostatnim przeprowadzanym przez na zlecenie Merrill Lynch sondażu tylko 1%. ankietowanych zarządzających funduszami spodziewało się, że za rok gospodarka światowa będzie słabsza niż obecnie. Równocześnie jedynie 8% pytanych uważało, że za 12 miesięcy rynki akcji będą niżej niż obecnie. Jakkolwiek ten optymistyczny konsensus niewiele mówi na temat przebiegu koniunktury w ciągu najbliższych tygodni, to jednak tak skrajna jednorodność poglądów zarządzających nakazuje, moim zdaniem, daleko posuniętą ostrożność w ocenie możliwości powtórzenia się w tym roku optymistycznego scenariusza z 1999 roku.