Po niewątpliwie świątecznym charakterze wtorkowej sesji, w środę pojawiły się pierwsze oznaki wiosennego przebudzenia. Niestety, przejawiało się ono jedynie wzrostem obrotów, przy spadających kursach. Nie można powiedzieć, że to jest to, "co tygrysy lubią najbardziej", chyba że tygrysami są posiadacze krótkich pozycji. Spadkom trudno się jednak specjalnie dziwić - reakcje rynków są dość standardowe. Po nadziejach wywołanych informacjami o wzroście amerykańskiego PKB w IV kwartale o 1,7% szybko pojawiły się wątpliwości o powodzenie gospodarcze spowodowane eskalacją konfliktu na Bliskim Wschodzie. Trwalszy wzrost cen ropy naftowej może bowiem wpłynąć na tempo wychodzenia światowych gospodarek z recesji.
Dlatego, mimo polepszającego się ogólnego klimatu gospodarczego w strefie euro, inflacja (wyższa w marcu o 0,2 pkt. proc. od oczekiwanej 2,3%), wzmocniona wzrostem cen ropy, może oddalić o kilka miesięcy upragnione ożywienie. Mimo wpływu na ceny ropy, izraelsko-palestyński konflikt nie powinien przekreślić poprawy sytuacji gospodarczej na świecie, jednak na pewien czas odwróci on uwagę od innych problemów i, pod warunkiem że nie rozleje się na sąsiednie kraje, może być okazją do zwiększenia zaangażowania w akcje.
WIG20 jest na razie na "dobrej" drodze do wsparcia w postaci luki hossy z 4 stycznia na poziomie 1285 pkt., którego przebicie nie powinno przyjść łatwo, bowiem siły ostatnich spadków nie potwierdza RSI. Poza tym gwałtowny wzrost pod koniec środowej sesji głównego winowajcy ostatnich spadków - Elektrimu - może sugerować przynajmniej chwilowe odwrócenie tendencji spadkowej.