Zdaniem Pawlaka, mimo rozwoju rynku kapitałowego, wiedza na temat instrumentów pochodnych jest w Polsce nadal bardzo mała. Nawet w domach maklerskich brakuje czasem odpowiednio przygotowanych ludzi. Stąd ciągle niewielkie zainteresowanie np. futures. - Na razie mamy trochę spekulantów, którzy próbują dorobić się na ryzykownym handlu opcjami czy kontraktami. Oczywiście, są potrzebni. Nie ma jednak firm, które szukałyby odpowiednich instrumentów pochodnych, zabezpieczając się przed np. nagłą zmianą kursu złotego - ubolewa prezes WGT.
Pytany o to, kiedy WGT będzie spełniać wymogi stawiane przez ustawę o giełdach towarowych, Pawlak przyznał, że podstawowym problemem są niskie kapitały domów maklerskich współpracujących z WGT. Wyraził nadzieję, że do końca br. ta finansowa przeszkoda zostanie pokonana.
Kapitał zakładowy Temidy wynosi np. zaledwie 50 tys. zł. - W ciągu dwóch miesięcy dojdziemy do 800 tys. zł. Na koniec roku firma powinna być już spółką akcyjną z kapitałem wynoszącym 1,5-2 mln zł - obiecuje prezes Marian Krawczyk, do którego należy połowa udziałów. Nie chce jednak zdradzić, kto miałby zasilić firmę kapitałowo.