Poprzez połączenie z inną spółką, Andersen chce odciąć się od problemów amerykańskiego oddziału, jakie powstały wskutek bankructwa Enrona. - Jesteśmy niezależnym podmiotem. Naszymi udziałowcami są polscy partnerzy, w związku z czym połączenie nie będzie skutkowało żadnymi konsekwencjami finansowymi - powiedział PARKIETOWI Bartłomiej Pawlak, rzecznik prasowy Andersen Polska.
Krajowy oddział Andersena obsługuje 17 spółek giełdowych, w tym m.in. TP SA, Elektrim i PKN ORLEN a Ernst&Young 10. Oprócz obsługi audytorskiej obie firmy świadczą usługi doradztwa gospodarczego, finansowego, podatkowego oraz prawnego. W tym ostatnim zakresie Andersena wspiera kancelaria Domański, Zakrzewski, Palinka. Z Ernst&Young współpracuje z kolei D. Janczak i Wspólnicy. Obie kancelarie mają zostać połączone, rozmowy zaś w tej sprawie są już w toku - napisały Andersen i Ernst&Young we wspólnym oświadczeniu.
Łączne obroty połączonych spółek audytorskich mają osiągnąć ponad 100 mln USD rocznie, zatrudnienie przekroczy zaś 1200 osób. W 2001 roku przychody polskiego Andersena wyniosły prawie 70 mln USD, spółka zatrudnia ok. 870 osób. Polski oddział Ernst&Young jest sporo mniejszy. Firma zatrudnia około 550 osób, jej przychody za zeszły rok wyniosły zaś niecałe 40 mln USD. Prezesem połączonych spółek zostanie Krzysztof Kielbratowski, obecny szef Ernst&Young. Duleep Aluwihare, prezes Andersen Polska, będzie z kolei jego zastępcą. W ciągu najbliższych kilku tygodni mają być zawarte uzgodnienia, które pozwolą na szybkie połączenie operacyjne.
Fuzja polskiego Andersena z Ernst &Young może być zaskoczeniem dla rynku. Jeszcze niedawno bowiem druga ze spółek zapewniła, że nie rozważa przejęcia Andersena, jeśli nie zostaną rozwiązane problemy związane z bankructwem Enrona. - Chcemy uniknąć narażenia naszych klientów i pracowników na ryzyko towarzyszące operacji przejęcia firmy, którą czeka prawdopodobnie wiele procesów - napisał kilka tygodni temu w komunikacie Ernst & Young.