Tylko co to znaczy na rynku kontraktów terminowych? Ile faktycznie jest racjonalności w chwili składania zlecenia? Na to pytanie każdy powinien sobie odpowiedzieć sam
Za każdym razem, gdy wklepujemy zlecenie w komputerze bądź wybieramy numer telefonu do naszego biura, zawahajmy się i jeszcze raz upewnijmy się, że działamy racjonalnie, że nasze zlecenie nie jest wynikiem emocji, lecz z góry przemyślanej strategii.
Każdy nowy adept giełdowej gry powinien sobie zdawać sprawę z kilku podstawowych faktów, które być może na pierwszy rzut oka nie są zauważalne. To, że ich nie dostrzegamy, nie znaczy jednak, że nie istnieją. Świadomość zagrożeń może spowodować, że będziemy poruszać się na rynku bardziej rozważnie, a nasze posunięcia będą bardziej przemyślane.
Lepsi od profesjonalistów
Najważniejszy jest chyba fakt obecności na rynku osób, które zajmują się nim profesjonalnie. Jest to grupa analityków i zarządzających sporymi kapitałami, których działania nastawione są na osiągnięcie zysku. Skupieni są oni najczęściej wokół instytucji finansowych, ale zdarza się, że działają na własną rękę jako inwestorzy indywidualni. Niby truizm i każdy sobie z tego zdaje sprawę, ale wydaje mi się, że chyba nie do końca. Jak w takim razie należy rozumieć poczynania początkujących graczy, którzy poświęcają swoje oszczędności w imię przyszłych zysków? Każdy, kto zaczyna składać zlecenia, liczy przecież na zysk. Gdyby z góry wiedział, że jego działania przyniosą stratę, to z pewnością by ich nie podjął. Tak więc, skoro liczy się na zysk, można mniemać, że kieruje się przeświadczeniem, że jest się lepszym od wspomnianej wyżej grupy zawodowców. Jeśli ktoś takiego przeświadczenia nie ma, to liczy na szczęście, a to już nie jest najlepszy sposób na gospodarowanie swoimi oszczędnościami. Inna sprawa, czy to przeświadczenie jest uświadomione. Jeśli bowiem nie liczymy na szczęście, to na co? Skąd oczekiwanie zysków? Czy nasze analizy są wartościowsze od tych sporządzanych przez sztaby ludzi?