Reklama

Najważniejsza jest konsekwencja

Rynek giełdowy to system oraz zbiór transakcji, które są w ramach niego dokonywane. Skąd się biorą? Są wynikiem decyzji podejmowanych przez uczestników rynku. Jak powstają takie decyzje? Każdy zdaje sobie sprawę, że gdy mamy do czynienia z pieniędzmi, każdy ruch powinien być przemyślany. Nawet teoria użyteczności mówi, że każdy podejmuje decyzje racjonalnie. .

Publikacja: 10.04.2002 09:19

Tylko co to znaczy na rynku kontraktów terminowych? Ile faktycznie jest racjonalności w chwili składania zlecenia? Na to pytanie każdy powinien sobie odpowiedzieć sam

Za każdym razem, gdy wklepujemy zlecenie w komputerze bądź wybieramy numer telefonu do naszego biura, zawahajmy się i jeszcze raz upewnijmy się, że działamy racjonalnie, że nasze zlecenie nie jest wynikiem emocji, lecz z góry przemyślanej strategii.

Każdy nowy adept giełdowej gry powinien sobie zdawać sprawę z kilku podstawowych faktów, które być może na pierwszy rzut oka nie są zauważalne. To, że ich nie dostrzegamy, nie znaczy jednak, że nie istnieją. Świadomość zagrożeń może spowodować, że będziemy poruszać się na rynku bardziej rozważnie, a nasze posunięcia będą bardziej przemyślane.

Lepsi od profesjonalistów

Najważniejszy jest chyba fakt obecności na rynku osób, które zajmują się nim profesjonalnie. Jest to grupa analityków i zarządzających sporymi kapitałami, których działania nastawione są na osiągnięcie zysku. Skupieni są oni najczęściej wokół instytucji finansowych, ale zdarza się, że działają na własną rękę jako inwestorzy indywidualni. Niby truizm i każdy sobie z tego zdaje sprawę, ale wydaje mi się, że chyba nie do końca. Jak w takim razie należy rozumieć poczynania początkujących graczy, którzy poświęcają swoje oszczędności w imię przyszłych zysków? Każdy, kto zaczyna składać zlecenia, liczy przecież na zysk. Gdyby z góry wiedział, że jego działania przyniosą stratę, to z pewnością by ich nie podjął. Tak więc, skoro liczy się na zysk, można mniemać, że kieruje się przeświadczeniem, że jest się lepszym od wspomnianej wyżej grupy zawodowców. Jeśli ktoś takiego przeświadczenia nie ma, to liczy na szczęście, a to już nie jest najlepszy sposób na gospodarowanie swoimi oszczędnościami. Inna sprawa, czy to przeświadczenie jest uświadomione. Jeśli bowiem nie liczymy na szczęście, to na co? Skąd oczekiwanie zysków? Czy nasze analizy są wartościowsze od tych sporządzanych przez sztaby ludzi?

Reklama
Reklama

Sytuacja początkującego gracza wkraczającego na rynek i inwestującego własne pieniądze jest bardzo zbliżona do sytuacji, w jakiej znajduje się początkujący pokerzysta. Spróbujmy ocenić szanse nowicjusza, który po przeczytaniu kilku książek sensacyjnych oraz obejrzeniu "Wielkiego Szu" zasiada do pokerowego stołu, przy którym siedzą zawodowcy. Oni grają niemal codziennie, ćwiczą techniki i, co ważniejsze, z tego żyją. No cóż, wydaje się, że szanse naszego delikwenta, by wyszedł z tego z pełnym portfelem, są raczej marne. Można przypuszczać, że straci on swoje pieniądze. Na rynku jest podobnie. Sytuacja gracza nie jest może aż tak dramatyczna, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że siadamy do stołu, gdzie operują fachowcy. Na nasze szczęście, przy stole siedzą także inni gracze, podobni do nas. Można zapytać, po co więc do tego stołu siadamy? Czy nie ma sposobu na to, by pokonać innych uczestników gry? Oczywiście, że jest sposób, a właściwie będzie.

Sposób na pokonanie innych, co zwykle nazywa się pokonaniem rynku, każdy powinien sobie opracować sam (trzymając się dalej "Wielkiego Szu", każdy gracz powinien sobie sam wypracować przewagę nad konkurentami).

Metody mogą być różne: złożone, bardzo proste czy wręcz prostackie. Najważniejsza jest bowiem skuteczność, a nie skomplikowanie stosowanego systemu. Przypomnijmy sobie starego wygę, granego przez J. Nowickiego. Jedną z jego karcianych metod była "Marycha". Karty były znaczone w taki sposób, że przeciwnicy nie byli w stanie tego dostrzec. Wykorzystana została własność ludzkiego oka - jego wybiórcze postrzeganie kolorów i kształtów. Jak widać, metoda wymagała wiedzy oraz zastanowienia. W filmie pokazano też inną metodę. Zastosował ją główny bohater w jego rozgrywce życia. Nie posługiwał się on wyszukanymi sposobami, lecz po prostu zamienił talie kart. Plan by się udał, gdyby nie inne okoliczności. Jak widać, podejścia mogą być różne, ale ważne jest osiągnięcie celu, do którego mają one dążBudowanie własnej metody

Jeśli ustalimy, że przyczyną, dla której znaleźliśmy się na rynku, jest chęć uzyskania wyższej stopy zwrotu od tej, jaką otrzymujemy w banku, to taki cel będzie przyświecał dalszym naszym poszukiwaniom. Chcemy się przysiąść do stołu, gdzie operują poważni inwestorzy, więc musimy się do tego przygotować. Musimy popracować nad naszą "Marychą". W obu przypadkach, zarówno w grze w karty, jak i w inwestycji w kontrakty, decydują nasze działania, mające na celu uzyskanie przewagi nad pozostałymi uczestnikami gry. W przypadku pokera jest to zwykle "pomoc szczęściu", czyli łamanie ustalonych reguł. Wielu inwestorów także wychodzi z takiego założenia i działa poza obowiązującymi regułami. Ale rynek giełdowy daje możliwość wypracowania przewagi nad pozostałymi uczestnikami bez łamania zasad. Wszystko sprowadza się do określenia własnej metody działania i jej konsekwentnego stosowania.

Najłatwiejszym wyjściem jest określenie z góry sposobu działania: wyznaczenie momentu otwarcia pozycji, warunków jej zamknięcia oraz wyznaczanie wielkości zaangażowania własnych środków. Zbudowanie takiej metody i wspomniana konsekwencja w jej stosowaniu da nam przewagę nad pozostałymi graczami, którzy w swoich poczynaniach kierują się wyczuciem rynku bądź emocjami. Trzeba sobie zdawać sprawę, że grupa graczy mających jasno określone strategie działania nie jest zbyt wielka, a jeszcze mniejsza jest grupa tych, którzy z żelazną konsekwencją się do niej stosują, a to właśnie oni mają największe szanse na wygraną.

Skoro posiadanie własnej metody jest takie ważne, to wypadałoby usiąść i ją zbudować.

Reklama
Reklama

Wybierz odpowiednią

formę inwestowania

Zanim jednak zaczniemy się zastanawiać, w jakich sytuacjach możemy sobie pozwolić na otwarcie pozycji, zastanówmy się, jaka forma obecności na rynku terminowym jest dla nas odpowiednia. Czy będzie to arbitraż, spekulacja czy może jedynie wspomaganie inwestycji z rynku akcji? Każda z tych form inwestowania różni się wielkością wymaganych środków oraz absorbowanego czasu. Najbardziej wymagający wydaje się arbitraż, i z tego względu jest on raczej osiągalny jedynie dla największych inwestorów. Wymaga ciągłego śledzenia wielu rynków naraz. Na rynkach rozwiniętych transakcje dokonywane są przez specjalnie zaprogramowane komputery. Polskie warunki sprawiają, że arbitrażem może się zajmować mała garstka podmiotów, które mają możliwość dokonywania krótkiej sprzedaży.

Najbardziej dostępną formą zaistnienia na rynku kontraktów jest spekulacja. Wymaga ona stosunkowo małych kapitałów oraz, przy odpowiednich warunkach, nie jest mocno absorbująca. Nie jest dziwne więc, że spekulacją para się zdecydowana większość naszych rodzimych inwestorów. Pewną formą spekulacji jest zajmowanie pozycji na rynku terminowym w celu zabezpieczenia aktywów rynku kasowego. Posiadając portfel akcji, można zabezpieczyć jego wartość przed deprecjacją poprzez zajęcie krótkiej pozycji na rynku kontraktów terminowych. W tym wypadku wymagania kapitałowe są nieco większe niż w przypadku spekulacji, lecz nie są poza zasięgiem średniozamożnych graczy. Jeden kontrakt na WIG20 odpowiada portfelowi akcji o wartości (obecnie) ok. 13 500 złotych. Posiadając taką kwotę, można zbudować portfel, który będzie bardzo mocno skorelowany z indeksem. Gdy zaś weźmiemy pod uwagę kontrakty na poszczególne akcje, sprawa robi się jeszcze łatwiejsza.

Spekulacja jest tą formą inwestowania, która wzbudza największe zainteresowanie i najwięcej emocji oraz daje, jak się zwykle okazuje, dość iluzoryczne nadzieje na szybki i wielki zarobek. W praktyce, niestety, jest nieco inaczej i jeśli nawet komuś uda się szybko zarobić na kontraktach 100% posiadanego kapitału, to może równie szybko ten zysk stracić. Podejmowanie dużego ryzyka, by zwiększyć potencjalny zysk, ZAWSZE wiąże się z możliwością wystąpienia dużej straty. Od gracza zależy, czy chce, by jego portfel był narażony na duże wahania wartości, czy też ma on spokojnie i systematycznie powiększać swoją wartość.

Duże ryzyko może spowodować, że zła transakcja wyrzuci nas z rynku i uniemożliwi ewentualne odrobienie strat. Mniejsze ryzyko to mniejsze straty oraz większa odporność portfela na serie złych transakcji, które chcąc czy nie chcąc, czasem się zdarzają. Nawet po wystąpieniu takiej serii nadal powinniśmy się znajdować na rynku i mieć możliwość "odkucia się".

Reklama
Reklama

Przy wyborze metody inwestowania na rynku kontraktów terminowych należy wziąć pod uwagę równocześnie trzy elementy: wielkość posiadanego kapitału, ilość czasu, jaki możemy poświęcić na codzienne analizy rynku, oraz naszą skłonność do podejmowanego ryzyka, co sprowadza się do określenia, ile jesteśmy w stanie zaryzykować z posiadanego kapitału. Jeśli dysponujemy dużą ilością pieniędzy przeznaczonych na inwestycje, to powinniśmy również opracować metody dokonywania transakcji, tak by nie wpływać zbytnio na rynek i ceny. Mały kapitał przy niskiej skłonności do ryzyka może praktycznie uniemożliwić operowanie na rynku kontraktów i otwarcie jakiejkolwiek pozycji. Inną sprawą jest nasz czas. Czy mamy go na tyle dużo, by przez całą sesję śledzić notowania kontraktów i reagować na nawet najmniejsze wahania cen? Może jednak inne obowiązki sprawiają, że na analizę rynku możemy przeznaczyć codziennie niecałą godzinę późnym wieczorem, już po zamknięciu notowań. Oba uwarunkowania czasowe determinują sposób zawierania transakcji na rynku, który musimy w swojej strategii uwzględnić. W obu przypadkach jesteśmy w stanie zbudować takie systemy, które będą przynosiły zysk.

Jaką stratę jesteśmy w stanie przełknąć, by nadal mieć ochotę na inwestowanie? Przy określaniu tej wielkości należy się poważnie zastanowić. To ona bowiem określi faktycznie, jak "ostro" będziemy grali. Miejmy na uwadze, czy kapitał to nasze całe oszczędności, czy tylko ich część. Jak do takiej straty odniosą się inni, a zwłaszcza osoby bliskie, które niekoniecznie potrafią zaakceptować nasz poziom ryzyka. Jakie skutki dla naszego życia może przynieść poniesienie takiej czy innej straty? To jest sprawa kluczowa i wymaga najgłębszego przemyślenia, a także być może rozmów z innymi osobami, które mają w zyskach, ale i w stratach partycypować. Należy zapamiętać, że uświadomienie sobie, jak istotny jest poziom dopuszczalnych strat, spowoduje, że uzyskamy przewagę nad większością graczy, którzy praktycznie się nad tym nie zastanawiali.

Kapitał, czas i ryzyko

Niewłaściwy dobór tych trzech elementów może spowodować, że nawet dobra metoda będzie przynosiła słabsze wyniki od oczekiwanych. Jakże częstym przykładem takiego złego doboru jest korzystanie z systemu opartego na danych dziennych, który wymaga pół godziny dziennie na podjęcie decyzji przez gracza, który ma dostęp do danych on-line i czas na ich obserwację. Nieuchronnie powoduje to wystąpienie sytuacji, gdy konsekwencja zostaje złamana dla złapania "okazji" intraday. Doświadczenie uczy, że takie działanie znakomicie pogarsza wyniki strategii opartej na danych dziennych. Warto w takiej sytuacji albo zrezygnować z obserwacji notowań, albo przebudować system, tak by uwzględniał notowania w czasie sesji.

Bardzo wiele zależy od dopasowania do siebie tych trzech elementów i zbudowania takiej strategii, która będzie zawierała w sobie możliwie najwięcej plusów każdego z nich. Przypisując tym trzem zmiennym jakieś wartości, określamy ramy, w jakich powinien zawierać się nasz system. Te trzy zmienne powiązane ze sobą determinują określenie pierwszych ogólnych cech systemu. Na szczegóły przyjdzie czas potem. Jeśli przemyślimy tę kwestię i określimy zmienne, najprawdopodobniej stworzymy system, który będzie nam odpowiadać, a więc któremu będziemy mogli "zaufać". To zaufanie spowoduje, że będziemy mieli mniejsze wątpliwości, gdy system będzie skłaniał się w kierunku pozycji, która kłóciłaby się z naszym odczuciem co do perspektyw koniunktury. Takich sytuacji, gdy wystąpią wątpliwości, będzie sporo - nie da się ich zupełnie wyeliminować, ale zawsze powinna wygrać konsekwencja w stosowaniu systemu.

Reklama
Reklama

Podsumowanie

Złożenie zlecenia jest tylko finalnym elementem całego łańcucha przygotowań. My mamy za sobą kolejne ogniwa. Zaczęliśmy od określenia celu naszej bytności na rynku. Dziś brniemy dalej. Zastanawiając się nad wielkością kapitału, jaki mamy zainwestować, czasem jaki chcemy bądź możemy poświęcić tej działalności oraz ryzykiem, jakie możemy ponieść, tworzymy pierwsze ogólne ramy naszej metody. Gdy już dobrniemy do końca, przyjdzie czas na telefon do maklera.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama