Dwutygodniowa bitwa "nad 1300" została wygrana przez byki, o czym świadczyło, już w poprzedni piątek, wyście WIG20 górą z formacji klina, pieczołowicie kreślonej przez poprzedni miesiąc. Nie wydaje się, by nasz rynek był obecnie zdolny do przełamania tegorocznego maksimum, ale ostatnie ożywienie zwiększa prawdopodobieństwo wzrostu nieco powyżej maksimum z początku marca (1419). Taka zwyżka byłaby dokończeniem złożonej korekty rozpoczętej 22 lutego, stanowiąc jednocześnie dopełnienie ruchu powrotnego do przełamanej miesiąc temu linii trendu wzrostowego.

Na możliwość trwającej jakiś czas poprawy koniunktury na naszym rynku wskazuje przede wszystkim dosyć niezwykłe ostatnio zachowanie cen akcji notowanych na giełdach w Budapeszcie i Pradze. Oba te rynki nie wyróżniały się niczym specjalnym w trakcie półtorarocznej globalnej bessy trwającej do września ub.r., a i późniejsze odbicie w górę do stycznia mieściło się jak najbardziej w "normie". Jednak w trakcie czwartkowej sesji węgierski BUX był już jednak na poziomie nie widzianym od czerwca 2000 r. (odpowiada to WIG20 na poziomie 2000 pkt.), a i czeski PX50 zarówno w marcu, jak i kwietniu ustanawiał nowe lokalne szczyty.

Oczywiście, sytuacja makroekonomiczna Węgier, jak i Czech prezentuje się bardzo korzystnie na tle obecnego stanu polskiej gospodarki, niemniej jednak tak dobra koniunktura na tych rynkach w okresie, który na innych giełdach europejskich nie był zbyt dobry dla posiadaczy akcji, może zaskakiwać.

Niezależnie od tego, że nasza gospodarka raczej nie zasługuje obecnie na podobne wyróżnienie, można zastanawiać się nad możliwością rozszerzenia się w najbliższym czasie również na GPW tego wyraźnego zainteresowania inwestorów rynkami środkowoeuropejskimi, które może - choć nie musi - mieć związek ze spekulacjami co do szans wejścia krajów regionu do UE (stety czy niestety znacznie większymi w przypadku Czech i Węgier niż Polski).