Amerykańska komisja papierów wartościowych i giełd (SEC) chciałaby "agresywniej" ścigać menedżerów mających na koncie rozmaite nieprawidłowości. Chodzi zwłaszcza o uniemożliwienie im wędrówki od firmy do firmy, zajmowania stanowisk kierowniczych w innych korporacjach. SEC zwróciła się do Kongresu o zwiększenie jej uprawnień w tym zakresie. Obecnie tego rodzaju decyzje są w kompetencji sądów.
W ubiegłym roku finansowym za niegodne piastowania wysokich stanowisk w kierowniczych gremiach korporacji SEC uznała 33 osoby wobec 14 rok wcześniej. Wprawdzie komisja nie prowadzi statystyk dotyczących skuteczności swoich wystąpień sądowych w tej kwestii, ale Jayne Barnard, profesor prawa w College of William and Mary, twierdzi, że w ostatnich dziesięciu latach wymiar sprawiedliwości tylko raz negatywnie zaopiniował postulat SEC, a w kilku sytuacjach sądy orzekły łagodniejsze sankcje niż zakaz zajmowania eksponowanych stanowisk w managemencie spółek przez osoby, którym zarzucono popełnienie rozmaitych nieprawidłowości.
Postulaty SEC zyskały poparcie prezydenta George'a W. Busha, ale republikańscy kongresmeni w komisji usług finansowych Izby Reprezentantów zaproponowali poprawki do ustawy o księgowości, utrudniające SEC nakładanie sankcji na menedżerów. Zgadzają się na to, aby komisja dysponowała w swoim arsenale sankcją w postaci zakazu pełnienia funkcji kierowniczych, ale pod warunkiem, iż będzie stosowała takie same standardy postępowania, jakie obowiązują sądy, włącznie z koniecznością udowodnienia, iż te osoby mogłyby dopuścić się nieprawidłowości w przyszłości.
Stephen M. Bambridge, profesor University of California, większe uprawnienia SEC uznaje za niebezpieczny precedens, gdyż - jego zdaniem - o tym, kto może być menedżerem spółki czy też dyrektorem, nie powinien decydować rząd federalny, lecz władze stanowe.