W tym tygodniu na wykresie Nasdaq Composite pojawiła się pierwszą w tym roku prawdziwa luka hossy. Wcześniej luki ukształtowały się na sesji 24 stycznia, później 29 marca. Za pierwszym razem otwarciu luki towarzyszyła świeca z wyraźnie zaznaczonym górnym cieniem, za drugim cały wzrost dokonał się na początku notowań, później kursy spadały. We wtorek nie tylko otwarcie było powyżej maksimum z poprzedniej sesji, ale i w trakcie dnia notowania rosły, czego efektem było wysoka biała świeca. Mimo tak korzystnej dla posiadaczy akcji konfiguracji, otwarta we wtorek luka bessy ma jedną wspólną cechę z dwoma poprzednimi - nie ma większego znaczenia dla przyszłego trendu.
W teorii analizy technicznej wyróżnia się cztery rodzaje luk - startowe (występujące na początku trendu), pomiarowe (pojawiają się w trakcie trendu), wyczerpania (kształtują się pod koniec trendu) i luki zwykłe (bez znaczenia, pojawiają się np. w trendach bocznych). Wtorkowa luka hossy zalicza się do tego ostatniego rodzaju, choć nie można powiedzieć, że jest kompletnie bez znaczenia, bowiem wystąpiła na poziomie wsparcia wyznaczanego przez dołek z końca lutego na 1716 pkt. Luka pozwala mieć nadzieję na utrzymanie Nasdaq Composite w średnioterminowym trendzie bocznym.
Dolnym ograniczeniem tej tendencji byłoby wspomniane 1716 pkt., górnym - szczyt z początku marca na 1930 pkt. Dotarcie do tego drugiego poziomu będzie o tyle trudne, że po drodze znajduje się spadkowa linia trendu (1840 pkt.). Byków nie stać w tej chwili na pokonanie tego oporu. Oczekuję na najbliższych sesjach nieudanego testu tej linii, czego następstwem będzie ponowny spadek do 1716 pkt. Gdyby tym razem wartość ta nie zatrzymała niedźwiedzi, Nasdaq Composite będzie zniżkować do wrześniowego dołka na 1423 pkt.
Nadzieję na krótkoterminową poprawę koniunktury przyniosły ostatnie notowania także na rynku spółek starej ekonomii. Utrzymujący się w średnioterminowej konsolidacji S&P 500 wzrósł we wtorek na tyle dużo, by przełamać spadkową linię trendu obejmującą ostatnie cztery tygodnie notowań. To oznacza zakończenie krótkoterminowej tendencji spadkowej i pozwala spodziewać się wzrostu indeksu do górnego ograniczenia wspomnianej wcześniej konsolidacji, znajdującego się na wysokości 1170 pkt. Dolne ograniczenie trendu bocznego to 1080 pkt.
Wybicie w którąkolwiek ze stron będzie początkiem znacznego ruchu cen. Konsekwencją wybicia S&P500 ponad szczyt na 1170 pkt. będzie powrót do trendu wzrostowego, zapoczątkowanego we wrześniu zeszłego roku. W takiej sytuacji oczekuję, że rozmiar wzrostu będzie podobny jak na jesieni zeszłego roku, kiedy S&P 500 zwyżkował o 21%. Oznaczałoby to wzrost indeksu do 1300 punktów. Wybicie z konsolidacji dołem (spadek poniżej 1080 pkt.) przekreśli praktycznie szansę na kontynuację zeszłorocznej zwyżki. Cały dystans, jaki pokonał wtedy S&P 500, powinien być w takim wypadku zniesiony, a to oznaczałoby spadek indeksu do 965 pkt.