Reforma emerytalna miała przyspieszyć rozwój gospodarki, zapewniając dopływ kapitału poprzez OFE do firm, które potrzebują go na rozwój. Ponieważ potrzeby kapitałowe są spore, twórcy reformy w praktyce ograniczyli możliwość inwestowania funduszy emerytalnych za granicą.
Nałożony na OFE 5-proc. limit maksymalnego zaangażowania aktywów poza Polską jest na tyle mały, iż mogą korzystać z niego tylko największe fundusze emerytalne. Poza tym został on tak skonstruowany, że w praktyce za granicę może wypłynąć znacznie mniejszy odsetek aktywów funduszy. To stanowisko było podtrzymywane przez były Urząd Nadzoru nad Funduszami Emerytalnymi, który wskazywał, iż z jednej strony gospodarki rozwijające się (a więc i Polska) przynoszą wyższą stopę zwrotu, a z drugiej nie należy wypuszczać z kraju kapitału, który przecież nadal importujemy po dość wysokiej cenie.
Rynek jest za mały
Ze względu na płytkość polskiego rynku kapitałowego fundusze emerytalne mogą inwestować praktycznie tylko w papiery skarbowe oraz akcje. O ile w tym pierwszym przypadku nie widać jeszcze w znacznym stopniu efektów działalności funduszy ze względu na niewielką skalę tego rynku, to obecność OFE na GPW jest coraz wyraźniejsza. Z czasem może doprowadzić to bąbla spekulacyjnego na polskim rynku akcji, przed czym przestrzegają niektórzy analitycy.
- Wyceny spółek są coraz wyższe i coraz bardziej odbiegają od tych, jakie byłyby, gdyby nie obecność funduszy emerytalnych - uważa Paweł Homiński, zarządzający portfelem akcji OFE Dom. - Gdyby nie OFE, wyceny akcji byłyby np. o 20-30% niższe - dodaje.