Przedstawiciele szwedzkiej spółki, która przed dwoma laty zasłynęła m.in. z próby wrogiego przejęcia właśnie giełdy londyńskiej, przyznali wczoraj oficjalnie, że poszukują strategicznego partnera, który pomógłby spółce nie tylko w prowadzeniu giełdy sztokholmskiej, lecz również umożliwił zagraniczną ekspansję. Dyrektor generalny OM Gruppen Per E. Larsson zapowiedział, że jego firma chętnie znalazłaby solidnego partnera z Europy. Tymczasem dziennik "Dagens Industrie" napisał wczoraj, iż operator giełdy sztokholmskiej może spodziewać się przejęcia ze strony giełdy londyńskiej.
- To prawda, że LSE szuka możliwości ekspansji zagranicznej. Brytyjczycy tego nie ukrywają. W ostatnim czasie wszyscy rozmawiają ze wszystkimi na temat fuzji, taka jest sytuacja na rynku - powiedziała Bloombergowi Anna Eriksson, rzecznik OM Gruppen, przypominając m.in., że kilka dni wcześniej media spekulowały na temat możliwości przejęcia giełdy londyńskiej przez amerykański NASDAQ. W biurze prasowym LSE nie chciano natomiast komentować rewelacji szwedzkiej gazety.
Pytani przez Bloomberga analitycy nie bardzo wierzą w możliwość brytyjsko-szwedzkiej fuzji. - Giełda w Sztokholmie jest po prostu zbyt mała dla LSE. Jeśli Brytyjczycy myślą poważnie o ekspansji i mają ambicję stania się wiodącym, globalnym rynkiem akcji, powinni współpracować z większą giełdą - twierdzi Heiko Frentzen, analityk z frankfurckiego biura Oppenheim Research.