Miasto Nowy Jork szacuje, że w roku finansowym rozpoczynającym się 1 lipca będzie potrzebowało 1,77 mld USD, o miliard więcej, niż zakładano przed dwoma laty, na swoje pięć emerytalnych funduszy pracowniczych. Urzędnicy magistraccy rozważają już cięcia wydatków na opiekę nad ludźmi w podeszłym wieku i na budowę szkół, by wyrównać deficyt.
W całym kraju burmistrzowie i gubernatorzy będą musieli zwalniać nauczycieli, zamykać biblioteki i podnosić lokalne podatki, aby pokryć braki w funduszach emerytalnych pracowników sektora publicznego. Większość tych strat to wynik dwuletniej bessy na giełdach.
Straty funduszy emerytalnych powodują kłopoty budżetowe lokalnych władz. Na szczeblu stanowym łączny deficyt budżetowy wyniesie w tym roku finansowym 27 mld USD, a w przyszłym będzie jeszcze większy. Stanowe i lokalne fundusze emerytalne na koniec 2001 r. zarządzały 2,3 bln USD w imieniu ok. 15 milionów nauczycieli szkół publicznych, policjantów, śmieciarzy i innych pracowników tego sektora.
Aktywa publicznych funduszy zmniejszyły się o 370 mld USD w latach 2000 i 2001, głównie w wyniku strat na giełdach. Indeks Standard & Poor`s 500 spadł o 29% od szczytu w marcu 2000 r., a Nasdaq Composite aż o 67%. Miesięczne wypłaty z planów emerytalnych są gwarantowane, tak więc lokalne władze muszą wyrównywać wszelkie deficyty albo zmniejszając wydatki na inne cele, albo podnosząc podatki.
Aby wywiązać się z zobowiązań, które rosną o ok. 7% rocznie, fundusze inwestują prawie 65% aktywów w krajowe i zagraniczne akcje, a resztę mniej więcej po równo w obligacje, nieruchomości i lokaty bankowe. W latach 90. taki skład portfela dawał 12,7% zwrotu średniorocznie, gdyż amerykańskie giełdy przeżywały hossę.