W porównaniu z zamknięciem poprzednich notowań WIG20 zmienił się o niespełna 1 pkt. Biorąc pod uwagę zmienność nie tylko na ostatniej sesji, rynek można określić mianem stabilnego. Niestety, taki stan nie jest na rękę żadnej ze stron uczestniczących w obrocie. Faktem jest, że indeks znalazł się trzecią sesję z rzędu poniżej bariery 1300 pkt. Nie generuje to wzrostu podaży. Luka hossy z 4 stycznia br. pozostaje wciąż nie pokonana. Mimo tak nużącego kreślenia horyzontu w krótkim terminie, w nieco dłuższej perspektywie widać, że wykres kontynuuje, choć z oporem, trend spadkowy. Średnie kroczące, znajdujące się na poziomie 1315-1335 pkt. pozostają na razie w sferze marzeń byków. W ostatnich tygodniach każdorazowe zbliżenie się do nich inicjuje aktywność podaży. Mimo że przewaga sprzedających jest nieprzekonywająca, coraz bardziej prawdopodobne staje się opuszczenie trendu bocznego dołem i wejście rynku w fazę bardziej zdecydowanych spadków. Przekonuje o tym dwukrotne naruszenie wspomnianej luki hossy dolnymi cieniami świec z wtorku i środy.

Następnym poziomem wsparcia jest minimum lokalne z połowy grudnia ubiegłego roku, na wysokości 1170 pkt. W środę został wygenerowany fałszywy sygnał kupna, który dał CCI. Nie został on potwierdzony przez jakikolwiek istotny wskaźnik na wczorajszej sesji, zatem inwestowanie z myślą o wzrostach jest ryzykownym zajęciem i warto powstrzymać się z zamianą gotówki na akcje. Przebywanie w strefie wyprzedania przez większość indykatorów nie może być sygnałem do kupna, zgodnie z zasadą, że nigdy nie ma tak tanio, jak mogłoby być.

Ostatnie tygodnie były również nauczką dla wielu inwestorów. Korelacja amerykańskich rynków akcji z warszawskim zdecydowanie zawiodła. Kiedy Nasdaq regularnie zniżkował, WIG20 stał w miejscu. Podobnie zresztą zachowywał się nasz indeks, po niespodziewanym i niezwykle dynamicznym odbiciu środowym za oceanem. WIG20 okazuje się indeksem odpornym na jakikolwiek trend, co szczególnie boleśnie dotyka inwestorów z rynku terminowego.