Zapowiadała się całkiem interesująca sesja. Byliśmy świeżo po dużym wzroście w USA i można się było spodziewać, że chociaż odrobinka tego optymizmu wpadnie i na nasz rynek. Na więcej raczej nie można było liczyć, gdyż już dzień wcześniej mówiło się o tym, że takie silne wzrosty nie mogą być kontynuowane.
Zaczęło funkcjonować "prawo szorta". Tak obiegowo określa się sytuację, w której inwestorzy po silnym wzroście w Stanach nie reagują na nie, przewidując, że rynek spadnie, by skorygować zbyt dynamiczny wzrost. Gdy okaże się, że jednak w Stanach ponownie nastąpił wzrost, u nas nadal rynek na niego nie reaguje (lub w bardzo małej skali), kierując się przeświadczeniem, że "teraz to już musi spaść". Istnienie "prawa szorta" lub odwrotnego do niego "prawa longa" wynika z obawy naszych inwestorów przed otwarciem pozycji w szczycie ruchu na rynku amerykańskim.
Gracze kierujący się wspomnianym prawem ujawnili się już na początku sesji. Nikt nie chciał kupować po cenach znacząco wyższych od poprzedniego zamknięcia, a i podaż nie stała wcale wysoko. I tak jedne z większych wzrostów w USA wywołały u nas zwyżkę na otwarciu wynoszącą raptem 5 pkt. Rynek w dalszej części sesji nie wykazał się siłą i chęcią do podciągnięcia kursów wyżej. Powoli opadaliśmy, by pod koniec notowań zaliczyć minimum na poziomie 1305 pkt. Sytuacja nie jest wprawdzie nadal wyjaśniona, jednak pozycja posiadacze długich pozycji znaleźli się w nieco gorszym położeniu. Chronią ich nadal nie pokonane poziomy wsparcia, ale ciągle nie udaje się od nich oddalić, a to nie jest powodem do dumy dla byków. Z technicznego punktu widzenia sytuacja nie zmieniła się znacznie i nadal zmuszeni jesteśmy z zaciśniętymi zębami oczekiwać na wybicie z konsolidacji.