W sytuacji kiedy większość spółek z głównego indeksu frankfurckiej giełdy DAX-30 odnotowała w 2001 r. spadek zysków, zarządy zainkasowały średnio o 50% więcej pieniędzy niż rok wcześniej. Kryzys na rynku kapitałowym odczuli bezpośrednio w swoich portfelach członkowie zarządu zaledwie co trzeciej spółki z tego grona.

Pierwsze szacunki ubiegłorocznych zarobków niemieckiego menedżmentu spotkały się z ostrą krytyką. - To, co robią zarządy niektórych spółek publicznych, przypomina po prostu podział łupów - przyznaje Lars Labryga ze stowarzyszenia ochrony drobnych akcjonariuszy. - Rzeczywiście, w kilku spółkach doszło do kontrowersyjnych podwyżek - potwierdza Hubert Johannsmann, szef firmy doradczej Interconsilium.

Te kilka bulwersujących przypadków to np. Deutsche Telekom, w którym, mimo dramatycznego załamania wyników (w ub.r. koncern odnotował 2,5 mld euro straty brutto, podczas gdy rok wcześniej było 6,3 mld zysku) zarząd zarobił o 89% więcej. Podobnie było w HypoVereinsbanku, którego zysk przed opodatkowaniem spadł z 1,85 mld do 1,54 mld euro, a łączne uposażenie zarządu wzrosło o 45%.

Na drugim biegunie znalazły się kierownictwa takich koncernów, jak Degussa, Infineon, SAP czy Lufthansa. Uposażenie zarządu tej pierwszej firmy spadło w porównaniu z 2000 r. aż o 68%. Boleśnie odczuł kryzys na rynku prezes producenta półprzewodników Infineon, Ulrich Schumacher. O ile w 2000 r. (wtedy firma zadebiutowała na giełdzie) zarobił łącznie z opcjami na akcje 28,2 mln euro, o tyle w ub. r. 9,9 mln euro (bez opcji zaledwie 3 mln euro).

W ostatecznym rozrachunku średnie uposażenie członka zarządu spółki z DAX-30 wyniosło w ub. r. 1,58 mln euro, o 10% mniej niż w 2000 r. Łącznie spółki notowane w składzie tego indeksu wypłaciły w 2001 r. swoim menedżerom 340 mln euro.