Marek Belka, wicepremier i minister finansów, otrzymał zgodę rządu na opracowanie sposobów regulowania kursu złotego. Mają one polegać m.in. na powrocie do interwencji banku centralnego na rynku walutowym. Ale - jak zapowiada M. Belka - zasady dokonywania tych interwencji mogą być objęte tajemnicą.
Jeżeli do porozumienia w tej kwestii dojdą przedstawiciele NBP i resortu finansów, to - zdaniem analityków - możliwe są dwa rozwiązania. Pierwsze polega na wprowadzeniu nieformalnego pasma wahań złotego, a drugie - na przyjęciu zasady, że Ministerstwo Finansów i NBP za każdym razem ustalają, kiedy bank centralny ma wkroczyć na rynek walutowy.
- Jeżeli zostałyby ustalone nieformalne widełki wahań złotego, to rynek w zasadzie już po pierwszej interwencji wiedziałby, ile one wynoszą. Tego nie dałoby się utrzymać w tajemnicy - powiedział PARKIETOWI Zbigniew Chmielewski, dyrektor departamentu skarbu w ING BSK. Jego zdaniem, spowodowałoby to jeszcze większą presję na wzrost kursu złotego. - Inwestorzy zagraniczni poczuliby się bezpieczniej, wiedząc, jaki jest dopuszczalny poziom aprecjacji polskiej waluty i zwiększyliby popyt na nasze obligacje - twierdzi M. Chmielewski.
Według Jacka Wiśniewskiego, szefa działu prognoz i analiz w Pekao SA, wielu inwestorów z zagranicy powstrzymuje się teraz od zakupu polskich obligacji, bo oczekuje spadku wartości złotego i chce kupić je wtedy, gdy złoty będzie w dołku. Kiedy to nastąpi, popyt na polskie papiery wzrośnie.
Nieco więcej czasu zajęłoby natomiast rynkowi rozpracowanie drugiego wariantu, polegającego na każdorazowym uzgadnianiu przez resort finansów i NBP poziomu interwencji. - Byłoby to dużo trudniejsze, ale w pewnym momencie rynek nauczyłby się przewidywać poziomy interwencji - uważa Z. Chmielewski. - Rozpoczęłoby się testowanie tolerancji NBP, którego skutkiem byłaby aprecjacja złotego - twierdzi Arkadiusz Krześniak, ekonomista Deutsche Banku.