Reklama

Poziomu interwencji nie da się zachować w tajemnicy

Nie da się zbyt długo utrzymać w tajemnicy, przy jakim poziomie wahań złotego NBP miałby interweniować na rynku - uważają specjaliści. Dlatego nie obawiają się konsekwencji wprowadzenia w życie rozwiązania, które rozważa wicepremier Marek Belka. Chodzi o powrót do regulowania kursu złotego, ale bez informowania rynku o poziomach interwencji.

Publikacja: 16.05.2002 08:55

Marek Belka, wicepremier i minister finansów, otrzymał zgodę rządu na opracowanie sposobów regulowania kursu złotego. Mają one polegać m.in. na powrocie do interwencji banku centralnego na rynku walutowym. Ale - jak zapowiada M. Belka - zasady dokonywania tych interwencji mogą być objęte tajemnicą.

Jeżeli do porozumienia w tej kwestii dojdą przedstawiciele NBP i resortu finansów, to - zdaniem analityków - możliwe są dwa rozwiązania. Pierwsze polega na wprowadzeniu nieformalnego pasma wahań złotego, a drugie - na przyjęciu zasady, że Ministerstwo Finansów i NBP za każdym razem ustalają, kiedy bank centralny ma wkroczyć na rynek walutowy.

- Jeżeli zostałyby ustalone nieformalne widełki wahań złotego, to rynek w zasadzie już po pierwszej interwencji wiedziałby, ile one wynoszą. Tego nie dałoby się utrzymać w tajemnicy - powiedział PARKIETOWI Zbigniew Chmielewski, dyrektor departamentu skarbu w ING BSK. Jego zdaniem, spowodowałoby to jeszcze większą presję na wzrost kursu złotego. - Inwestorzy zagraniczni poczuliby się bezpieczniej, wiedząc, jaki jest dopuszczalny poziom aprecjacji polskiej waluty i zwiększyliby popyt na nasze obligacje - twierdzi M. Chmielewski.

Według Jacka Wiśniewskiego, szefa działu prognoz i analiz w Pekao SA, wielu inwestorów z zagranicy powstrzymuje się teraz od zakupu polskich obligacji, bo oczekuje spadku wartości złotego i chce kupić je wtedy, gdy złoty będzie w dołku. Kiedy to nastąpi, popyt na polskie papiery wzrośnie.

Nieco więcej czasu zajęłoby natomiast rynkowi rozpracowanie drugiego wariantu, polegającego na każdorazowym uzgadnianiu przez resort finansów i NBP poziomu interwencji. - Byłoby to dużo trudniejsze, ale w pewnym momencie rynek nauczyłby się przewidywać poziomy interwencji - uważa Z. Chmielewski. - Rozpoczęłoby się testowanie tolerancji NBP, którego skutkiem byłaby aprecjacja złotego - twierdzi Arkadiusz Krześniak, ekonomista Deutsche Banku.

Reklama
Reklama

Według J. Wiśniewskiego z Pekao SA, taka sytuacja miała miejsce w Czechach, gdzie podejmowane są już interwencje w celu osłabienia kursu korony. - Najpierw bank centralny interweniował przy poziomie ok. 31 koron za dolara, ale rynek przełamał ten poziom i następna interwencja miała już miejsce przy kursie ok. 30 koron - mówi J. Wiśniewski.

Analitycy zwracają też uwagę na fakt, że interwencje powinny odbywać się w monecie, gdy na rynku następuje chwilowe osłabienie złotego. Wzmacniając trend spadkowy poprzez sprzedaż naszej waluty, NBP może uzyskać dużo lepszy efekt.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama