- 9 maja osiągnęliśmy z zarządem Espebepe porozumienie, które wskazywało sposób rozstrzygnięcia sporu. Do 15 czerwca mieliśmy zebrać dokumenty, które przedłożylibyśmy sądowemu arbitrowi. Ze swojej strony zobowiązałem się do wycofania wniosku o ogłoszenie upadłości, co mój pełnomocnik uczynił niestety dopiero w piątek, czyli już po decyzji sądu. W moim interesie nie leży bankructwo Espebepe, starałem się tylko zmusić poprzednie kierownictwo spółki do rozmów - powiedział PARKIETOWI Stanisław Kowal.
Podobną opinię usłyszeliśmy od Edwarda Osiny, prezesa Calbudu, który poinformował, że wniosek jego firmy został wycofany jeszcze przed decyzją szczecińskiego sądu.
Przedstawiciele Espebepe, komentując na wczorajszej konferencji całe zdarzenie, mówili, że oprócz formalnych uchybień postanowienie nie zostało poprzedzone rzetelnym sprawdzeniem wyników finansowych. Sąd nie zapoznał się też z planami związanymi m.in. z podpisywaniem nowych kontraktów i sprzedażą gruntów.
- Taki argument znajdzie się w odwołaniu od decyzji o upadłości do sądu drugiej instancji - stwierdził mecenas Marek Mikołajczyk, reprezentujący Espebepe.
Jego zdaniem, nic nie stało na przeszkodzie, aby przed ogłoszeniem postanowienia sąd wysłuchał stron. Tym bardziej że wniosek złożony przez Stanisława Kowala był rozpatrywany przez 3 lata.