"Tuż przed postojem stoczni kredyty były przeznaczane na cele odmienne od tego, co mówiliśmy bankom" - powiedział dyrektor finansowy stoczni Jerzy Góra. "Ale zawsze były kierowane na produkcje stoczniową" - dodał. Według niego chodziło o utrzymanie reżimu produkcji, czyli utrzymanie terminu oddania statku kontrahentowi. "Od tego zależy cena otrzymana za gotowy statek, każde opóźnienie powoduje, że zysk ze sprzedaży statku jest mniejszy" - powiedział. "Wywołuje to niezadowolenie banków kredytodawców i słusznie, bo to jest jednak rozbieżność między przeznaczeniem kredytu, a jego wykorzystaniem" - przyznał Góra. Jego zdaniem problemy zaczęły się od momentu, gdy stocznia nie zdążyła z zakończeniem budowy kilku statków. "W związku z kłopotami, które mieliśmy przy wykończaniu statków, przedłużył się nam cykl budowy. Z tego powodu malały dochody ze sprzedaży" - powiedział Góra. "Zarząd próbował więc obniżyć koszty, między innymi zmniejszając wynagrodzenia dla pracowników, na co nie zgadzały się związki" - dodał Góra. To - zdaniem dyrektora finansowego stoczni - doprowadziło do dyskusji medialnej o sytuacji w firmie. "Z jednej strony informacje o zmniejszonych dochodach firmy, z drugiej wiadomości, że w stoczni istnieją rozbieżności między załogą a zarządem, spowodowały, że banki usztywniły swoje stanowisko w sprawie nowych kredytów" - powiedział. Według Góry doszło do tego, że formalności kredytowe, które dotąd załatwiane były przez miesiąc, wydłużyły się nawet do trzech miesięcy. "Na dodatek nie zawsze kredyty były przyznawane" - wyjaśnił. "Nie mając kredytu na statek, ale chcąc zapłacić za dostarczone materiały, musieliśmy płacić z innych środków" - powiedział Góra. "To z kolei drenowało środki na bieżącą produkcję. Chcąc utrzymać reżim produkcyjny, wykorzystywaliśmy część środków na kolejne statki, na które nie było jeszcze finansowania" - dodał. Stocznia utraciła płynność finansową w październiku, gdy banki odmówiły jej udzielenia kredytu na budowę statków. W marcu wstrzymano produkcję, a ponad 6.000 pracowników wysłano na przymusowe, płatne urlopy. Wypłaty dostali jednak tylko za luty. W czwartek w Warszawie odbyły się spotkania między przedstawicielami zarządu spółki, bankami wierzycielami i rządem. W wyniku rozmów ustalono, że Skarb Państwa przejmie większościowy pakiet akcji spółki od zarządu za symboliczną kwotę. W zamian za to rząd dofinansuje Agencję Rozwoju Przemysłu, która z kolei zagwarantuje kredyt dla stoczni. Do Skarbu Państwa należy niecałe 10 proc. akcji holdingu. Prawie 35 procent należy do grupy przemysłowej skupiającej menedżerów zarządzających holdingiem. Nieco ponad 17 proc. ma Centromor SA, a Porta Ekocynk SA prawie 9 proc. Do pracowników Stoczni należy około 25 procent akcji. Łukasz Starowieyski (PAP)