77-letni premier Bulent Ecevit wciąż nie chce się zgodzić na wyznaczenie swojego sukcesora, mimo że od 4 maja br. przebywa na zwolnieniu z powodu poważnej choroby. To - zdaniem obserwatorów - może doprowadzić do rozpadu rządzącej już 3 lata koalicji. Przypomnijmy, że to właśnie dzięki rządowi Ecevita, stojąca w ub.r. na krawędzi kryzysu finansowego Turcja zdołała uzyskać od Międzynarodowego Funduszu Walutowego kredyty w wysokości 32 mld USD, co ustabilizowało nieco sytuację na tureckim rynku. Jednocześnie jednak obiecała ona, że zmniejszy wydatki budżetowe, podniesie podatki i zlikwiduje instytucje finansowe o słabszej pozycji. Te przyrzeczenia stoją teraz pod znakiem zapytania, czego efektem jest spadek zaufania do tureckiego rynku ze strony zagranicznych inwestorów. W takich warunkach główny indeks giełdy tureckiej spadł już na początku sesji poniedziałkowej o 2%. Od początku maja br. obniżył się on o 20%.Słabnie też znowu waluta - lira. W ciągu ostatniego miesiąca jej notowania do dolara obniżyły się o 16%. Rentowność obligacji rządowych zwiększyła się natomiast w tym samym czasie aż o 17 pkt. proc. i znajduje się obecnie aż o 32 pkt. proc. powyżej stopy inflacji. Oznacza to, że jeżeli Turcja będzie chciała odłożyć przypadający na najbliższe dwa tygodnie termin wykupu obligacji za 6 mld USD, co jest raczej pewne, będzie w późniejszym terminie musiała przeznaczyć na ten cel znacznie więcej. - Jeśli rzeczywiście dojdzie do rozpadu koalicji, wówczas przyszłość tureckiego rynku rysuje się w czarnych barwach. Być może do władzy dojdą islamiści, a przy obecnej sytuacji na światowej scenie politycznej z pewnością osłabi to jeszcze bardziej zaufanie inwestorów do tego rynku - powiedział Bloombergowi Matt Vogel, specjalista od obligacji w Merrill Lynch.