Z analizy Davida Colemana, wydawcy biuletynu inwestycyjnego, wynika, że w okresie ośmiu tygodni, zakończonym 14 czerwca, członkowie zarządów spółek oraz dyrektorzy na każdą kupowaną akcję sprzedawali 4,1. W tym czasie indeks Standard&Poor's spadł o 10,5%.
Coleman swoją wiedzę o transakcjach korporacyjnych insiderów czerpie z ich raportów przesyłanych do Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC). Muszą ją informować do dziesiątego dnia następnego miesiąca po transkacji.
Najczęściej menedżerowie otrzymują akcje swoich firm za darmo, bądź też w wyniku wykonywania opcji, a nie kupują ich na rynku. Z tego też względu przewaga w ich transakcjach utrzymuje się po stronie sprzedaży. Jeśli na każdą kupowaną akcję przypada więcej niż 2,5 sprzedawanych, wówczas, według Colemana, mamy do czynienia z nastrojami niedźwiedzimi.
Z kolei duże zakupy dokonywane przez menedżment są odbierane jako pozytywny sygnał dla rynku. W październiku 1999 r. insiderzy na każde trzy sprzedawane akcje kupowali cztery. W styczniu następnego roku Dow Jones Industrial Average wzrósł do rekordowego poziomu 11 722,98 pkt. Pod koniec września ubiegłego roku proporcje między sprzedażą a zakupami wyniosiły 3,5:1 na korzyść tej pierwszej, a indeksy osiągnęły najniższe wartości od 3 lat. Później przewagę zyskali kupujący, co znalazło odbicie we wskaźnikach giełdowych.
Sprzedaż akcji przez menedżerów w okresie dobrej koniunktury giełdowej jest traktowana jako zjawisko naturalne, natomiast inaczej jest to odbierane przez rynek w bessie. Jest to zły sygnał.