Jeszcze przed rozpoczęciem notowań dowiedzieliśmy się z radiowego wywiadu Marka Belki, że jest on zadowolony z obniżki stóp procentowych, ale polityka niewielkich cięć może prowadzić do umacniania się złotego. Kapitał spekulacyjny liczy bowiem na kolejne, i to wywołuje aprecjację. M. Belka powtórzył ponadto, że przyszłoroczny deficyt budżetowy wyniesie maksimum 40 mld zł. Teoretycznie taka wypowiedź powinna wesprzeć złotego i pomóc mu w odrobieniu przedwczorajszych strat (do osłabienia doszło po konferencji Rady Polityki Pieniężnej). I rzeczywiście tak się stało. Zaczynaliśmy co prawda z 4,05 zł za USD i 3,98 za euro, a więc z 6,5% powyżej starego parytetu, ale już około 9.30 dotarliśmy do 4,03 i 3,97, co odpowiadało 6,8%.
Na więcej nie było jednak w czwartek stać polskiej waluty. Jeszcze przed południem, około 11.00, realna wartość złotego wróciła w okolice otwarcia, czyli 6,5%. Kursy wobec poszczególnych walut zmieniły się na skutek ruchów na eurodolarze. USD kosztował 4,045, wspólna waluta zaś 3,985.
Do końca dnia niewiele się działo. Oscylowaliśmy wokół 4,045 i 3,98. Poziomy zamknięcia to 4,045 i 3,979, czyli 6,6%. Nie zaobserwowaliśmy reakcji na ogłoszone późnym popołudniem dane o cenach żywności.
W pierwszych dwóch tygodniach czerwca ceny żywności spadły o 0,4% w stosunku do końca maja. To dobra informacja. Nie jest ona jednak zaskoczeniem, wszyscy się tego spodziewali, sezon mamy przecież w pełni.
Co to oznacza z punktu widzenia wskaźnika inflacji? Że prawdopodobnie w czerwcu będziemy dalej w okolicach 2% rok/rok. Czy więc RPP znowu obniży stopy procentowe? Wykluczyć się tego nie da, prawdopodobieństwo takiego działania jest jednak mniejsze niż ostatnim razem. Posiedzenie Rady odbędzie się wcześniej, bo już w trzecim tygodniu lipca. Bardziej prawdopodobnym terminem kolejnego cięcia wydaje się sierpień.