Do Sejmu trafiły w sumie cztery projekty nowelizacji ustawy o NBP - jeden rządowy i trzy poselskie. Rządowy ma tylko dostosować polskie prawo do regulacji unijnych, ale poselskie albo całkowicie zmieniają status prawny banku centralnego i wprowadzają wiele zmian w systemie bankowym (projekt "Samoobrony"), albo poszerzają skład RPP i dorzucają jej nowych obowiązków (projekt PSL i UP), albo nakazują Radzie dbać o wzrost gospodarczy (projekt PiS). W piątek trzema propozycjami (poza projektem "Samoobrony") zajęła się Komisja Finansów Publicznych.
Część posłów nie kryła, iż nie przepada za RPP. - To, jak głosuje Marek Dąbrowski, członek Rady, jest działaniem ewidentnie politycznym - powiedział Edward Wojtalik z SLD. - Nie głosował ani razu za obcięciem stóp, choć nawet prezes NBP głosuje na tak.
Opozycja zaś dość cierpko wypowiadała się o pomyśle poszerzenia składu RPP. - Czy gdy liczba członków zostanie zwiększona i okaże się, że ci nowi głosują podobnie jak dotychczasowi, znowu będziecie chcieli zwiększenia ich liczby? - pytał Kazimierz Marcinkiewicz z PiS.
Nikt nie miał bowiem wątpliwości, iż właśnie na tym punkcie z projektu PSL i UP, zwiększającym o 6 osób, do 16, liczbę członków RPP, jego pomysłodawcom zależy najbardziej. Świadczy o tym chociażby fakt, iż dwaj sejmowi eksperci, konstytucjonaliści, zostali zapytani właśnie o to, czy taka zmiana będzie zgodna z ustawą zasadniczą. Ich opinia była zgodna - będzie sprzeczna.
- Celem powiększenia składu RPP jest zmiana jej polityki, czyli jeden organ państwa chce w ten sposób uzyskać wpływ na drugi - powiedział prof. Piotr Winczorek. - A to stoi w sprzeczności z konstytucyjną zasadą podziału władzy.