Wczorajsza sesja to kolejny przykład potwierdzający słabość byków. Tydzień
zaczęliśmy od nieudanego ataku na pierwszy najbliższy opór. Niestety, nie stawia to popytu w dobrym świetle i nie pozwala na zbyt optymistyczne prognozy.
Słaby początek sesji został szybko skorygowany przez polepszającą się sytuację na rynku kasowym. Samo otwarcie rynku akcji było nieciekawe - indeks zaczął na poziomie nowego minimum. Za sprawą wzmożonej aktywności kupujących dość szybko WIG20 zaczął rosnąć. Indeks zyskiwał na wartości, a za nim kontrakty dochodząc do poziomu 1219 pkt. Ze wzrostem na wyższe poziomy był już jednak kłopot. Kupujący, by myśleć o konfrontacji z podażą związaną z luką bessy z 26 czerwca, musieli najpierw wyjść nad poziom 1219 pkt. Ten okazał się wystarczająco silny, by zatrzymać wzrost cen. Wykres kontraktów jeszcze dwukrotnie podchodził w jego okolice, ale skutek był ten sam. Fiasko ataku spowodowało, że ci, co brali w nim udział, zamykali stratne pozycje i powodowali spadek cen w końcowej części sesji. Poziom 1219 pkt. to niedawne wsparcie, które po pokonaniu przez podaż stało się skuteczną barierą dla popytu.
Zachowanie cen na wczorajszej sesji wskazuje, że rynek znajduje się w kiepskiej formie, a każda, nawet najmniejsza próba podźwignięcia go, kończy się odbiciem od oporów i kolejnymi minimami. W takiej sytuacji próby łapania dołków, choć ekscytujące, nie przynoszą zamierzonych rezultatów. Nie pozostaje nic innego, jak spokojnie czekać na poważniejsze oznaki osłabienia niedźwiedzi. W tej chwili rynek jest pod wpływem podaży i póki nie zostanie ona zaspokojona, będą królować spadki. W zależności od horyzontu inwestycyjnego, oznaką słabości niedźwiedzi będzie pokonanie poziomu 1219 pkt. (krótki termin) lub przełamanie spadkowej linii trendu na 1245 pkt. (średni termin).