Stany Zjednoczone
Dla Nasdaq Composite i S&P 500 wybuch skandalu wokół Enronu (na przełomie listopada i grudnia 2001 r.) wiązał się z ukształtowaniem lokalnych wierzchołków, od których indeksy te zaczęły się oddalać w szybkim tempie w następnych miesiącach. Średnia przemysłowa okazała się nieco bardziej odporna, ale i w jej przypadku rynek zaczął wykazywać coraz większe objawy słabości strony popytowej. Koniec końców amerykańskie rynki akcji wkroczyły w fazę korekty oczekiwań i indeksy zaczęły pikować ku wrześniowym dnom.
Afera WorldComu nie mogła wyjść na światło dzienne w gorszym momencie. Główne wskaźniki amerykańskich rynków akcji zmagały się ze wsparciami z września ubiegłego roku, gdy doszło do opublikowania informacji o nadużyciach w tym telekomie. Jego notowania zostały zawieszone, a inwestorzy pozbywali się gorączkowo akcji. Efektem tego było przełamanie minimów wrześniowych na Nasdaq Composite i S&P 500 (odpowiednio 1420 i 970 pkt.).
Droga do dalszych spadków stoi otworem. Najbliższymi wsparciami dla Nasdaq Composite jest 1200 pkt. (dno z kwietnia 1997 r.), a dla S&P 500 880 pkt. (minimum z października 1997 r.). Jak widać, indeksy cofnęły się o pięć lat. Sytuacja na nich wygląda rzeczywiście kiepsko, ponieważ wielokrotnie skutecznie powstrzymujące niedźwiedzie wsparcia zostały pokonane.
Giełdy za oceanem funkcjonują w atmosferze niepewności, którą dodatkowo wzmógł zamach w Los Angeles w dniu Święta Niepodległości. Inwestorzy obawiają się, że kreatywna rachunkowość stosowana przez menedżerów zarządzających największymi amerykańskimi korporacjami będzie trwała. Świadczą o tym liczne sondaże. To prowadzi do wycofywa nia się bardziej ostrożnych graczy z rynku. Ci zorientowani agresywnie mogą żądać od wycen akcji spółek dyskonta w stosunku do wycen obecnych z tytułu ryzyka wystąpienia korekty dotychczasowych wyników finansowych. A to wiąże się z nikłym popytem do momentu osiągnięcia przez kursy spółek oczekiwanego poziomu.