Giełda zawiesiła na miesiąc obrót walorami EBI 12 czerwca. Powodami były niewypełnianie przez spółkę obowiązków informacyjnych oraz brak kontaktu z firmą. Nieznany jest bowiem dokładny adres siedziby rybnickiej firmy, a także numery telefonów i faksu. "Stan ten, zdaniem zarządu giełdy, stanowi zagrożenie interesu i bezpieczeństwa uczestników obrotu" - napisał wówczas w komunikacie zarząd GPW. Giełda zagroziła także, że jeśli spółka dalej będzie postępować w ten sposób, nastąpi jej wykluczenie z notowań. Teraz groźba zostanie zrealizowana. Decyzję o wykluczeniu ma podjąć Rada Giełdy, której posiedzenie odbędzie 24 lipca. I obecnie raczej nie ma przesłanek, aby jej decyzja była inna. - Chcemy dać jeszcze szansę inwestorom na wyjście lub wejście do spółki. Postanowiliśmy grać w otwarte karty - mówi Ryszard Czerniawski, wiceprezes zarządu GPW, tłumacząc decyzję władz giełdy.

Po zawieszeniu notowań Bogusław Socha, prezes EBI, przesłał komunikat bieżący, w którym próbował wytłumaczyć trudną sytuację spółki i brak z nią kontaktu. Można w nim było przeczytać m.in., że zarząd jest jednoosobowy, co powoduje, że natłok zajęć ogranicza znacznie kontakt z władzami firmy. Później prezes Socha udzielił jeszcze wywiadu dla PAP i ...słuch o firmie znów zaginął. PARKIET jako pierwszy zwracał uwagę na lekceważenie przez EBI obowiązków informacyjnych i brak kontaktu z firmą. Według naszych informacji, spółka, która nigdy nie posiadała systemu emitent, ostatnie komunikaty wysyłała z faksu należącego do biura podróży Atlas z Żor. Z nie potwierdzonych informacji wynika, że biuro to należy do żony jednego z byłych członków rady nadzorczej i znaczących akcjonariuszy EBI.

Przywrócenie notowań akcji przed ich wykluczeniem z obrotu będzie ostatnią szansą na pozbycie się papierów. Przed zawieszeniem średni wolumen obrotu walorami spółki deweloperskiej wynosił kilkanaście tysięcy papierów na sesji.