Najważniejszym stwierdzeniem, odnoszącym się do rynku akcji MacroSoftu, jest to, że od początku swojej giełdowej historii znajduje się on w bardzo silnym trendzie malejącym. Kilka dni temu minęły dwa lata od debiutu. Od tego czasu kurs obniżył się o ponad 90%. Co gorsza, brak jest solidnych przesłanek wskazujących na to, że w przyszłości będzie lepiej. Pesymistyczne przewidywania oparte są w głównej mierze na ukształtowanej na przestrzeni od końca września ub.r. do połowy kwietnia br. rozległej i wysokiej formacji prostokąta. Zawiera się ona w przedziale pomiędzy 9,95 i 15,95 zł. Zazwyczaj formacja ta zapowiada kontynuację dotychczasowego trendu i tak też stało się w tym przypadku. Wystarczyło kilka dni od wybicia w dół z tej formacji, by cena spadła o ponad 30%, do 6,80 zł. Na tym poziomie został w kwietniu ustanowiony dołek, po czym nastąpiło silne odbicie, trwające trzy tygodnie. Od blisko dwóch miesięcy znów mamy zniżki, które w tym tygodniu doprowadziły do przełamania poprzedniego minimum. To rodzi uzasadnione obawy, że kwietniowo-majowe wzrosty były jedynie mocnym ruchem powrotnym po wybiciu z formacji, po którym nastąpi dalszy etap przeceny.
Aby mieć więcej pewności w ocenie aktualnej sytuacji spółki, zwróćmy baczniejszą uwagę na kluczową dla rozwoju wydarzeń formację prostokąta. Może ona nieco razić swoimi rozmiarami. Czas tworzenia i wysokość figury jest jednak proporcjonalna do siły i rozmiarów trendu spadkowego. Jej wysokość to 6 zł albo 37,6%, licząc od górnego ograniczenia. To daje minimalny zasięg spadków odpowiednio do 4 zł lub, bardziej optymistyczne, 6,20 zł. W odniesieniu do cen zamknięcia, a takie przede wszystkim uwzględniam przy mało płynnych spółkach, żadna z tych wartości nie została jeszcze osiągnięta. Przebicie w ostatni poniedziałek poziomu kwietniowego dołka wskazuje na to, że jednak dojdzie do dopełnienia któregoś z wymienionych zasięgów. Biorąc pod uwagę, że od dwóch lat nie została naruszona struktura trendu zniżkowego, gdzie poszczególne korekty nie zachodzą na poprzedzające je dołki, należy uwzględnić gorszą z tych możliwości. Nie bez znaczenia jest też fakt, że odbicie z końca kwietnia nastąpiło z poziomu wyższego niż 6,20 zł, co może wskazywać na to, że część inwestorów postanowiła wyprzedzić bieg zdarzeń i próbowała łapać dołek przed innymi. Teraz, kiedy okazuje się, że było to działanie nieefektywne, trzeba się liczyć z wyprzedażą papierów z ich strony. Wiele mówi długość poszczególnych ruchów w górę i w dół. Te pierwsze są znacznie krótsze, co jest charakterystyczne dla bessy.
Ciekawe wnioski płyną z analizy popularnych wskaźników. Nie ma co zwracać uwagi na powstające co jakiś czas pozytywne dywergencje. Było ich już tak wiele, że stały się mało wiarygodne. Wystarczały jedynie do korekcyjnego odbicia, które nie mogło satysfakcjonować z uwagi na dużą dynamikę poprzedzających je spadków. Interesujące jest, że kolejne korekty występowały wraz ze zbliżeniem się przez dzienny RSI do poziomu 20 pkt., poniżej którego rozciąga się strefa wyprzedania rynku. Obecnie, w przypadku kontynuacji zniżek, istnieje możliwość załamania się tej regularności, co świadczyłoby o rosnącym pesymizmie wśród posiadaczy tych akcji, charakterystycznym dla końcowych faz bessy.W sumie obraz techniczny przedstawia się niekorzystnie, a spadek poniżej poprzedniego dołka nakazuje pozbyć się akcji Macrosoftu z portfela. Jednym z nielicznych pozytywnych sygnałów jest niepotwierdzenie przez wskaźnik akumulacja-dystrybucja lipcowego minimum, co jest odbiciem wyraźnego osłabienia aktywności inwestorów podczas ostatniej fali przeceny. To jednak zdecydowanie zbyt mało, by zacząć się interesować tymi papierami.