Lud zamiera w niecierpliwym oczekiwaniu. Tak, tak!!! Przemówi! W telewizji podali, że przemówi. Jeszcze nie wiadomo właściwie, do kogo i czy na pewno, ale już wśród tłumów poruszenie wielkie się poczyniło. Co za wielkie szczęście na nas nędznych spłynie. Sam Pan nasz, zstąpi z gmachu przy Świętokrzyskiej (tego vis á vis enbepu) i da głos!
Oj, cieszy się nasz naród okrutnie. Wszak umęczon stoi już dni wiele na parkiecie, w upale strasznym. Lud już się wybiczował na wszelki wypadek za błądzenie i odstępstwa od "Strategii". Już sam sobie zdewaluował złotego, by nieco uspokoić gniew Pana. Nawet akcje sobie przecenił. Tak, by po wejściu Pana na scenę wszystko mogło iść w górę. Produkcja. PKB. Inflacja. Stopy procentowe...
I heretycy-analitycy, i nędzne gryzipiórki czekają na słowa naszego guru, spragnione takoż krotochwil naszego Pana. I na połajanki jego, po wieki słuszne i niepodważalne. I na biały szalik, niczym symbol zwycięstwa przy krawacie powiewający. Wielki to dzień będzie, gdy w sali głos Twój, o Panie nasz, rozlegnie się z całą mocą. By pokazać nam wyjście z doliny śmierci.
Dziękujemy Ci, o Panie. Wciąż nawet blade pojęcie o czym będzie Twa mowa w pustych głowach naszych się nie rodzi. Ale jedno wiemy na pewno. Oświecisz naszą ścieżkę na tym łez padole. Wskażesz kierunek. I będziemy już wiedzieli, kędy nasza droga powiedzie. My Ci nic nie powiemy, nie ważąc niegodnych oczu naszych na Pana podnosić. Przeto głosować nam pozostaje zleceniami.
A to wszak małość nasza i strach przed gniewem Pana sprawiły, że WIG20 tydzień milczenia zakończył znowu niżej. Ale trapi nas niepewność. Dlatego, Wodzu, prowadź nas. Gdziekolwiek, bylebyśmy w ogóle wiedzieli, do czego dążymy. Na kursie na południe też w końcu można zarobić...