Ceny ropy naftowej wczoraj prawie się nie zmieniły po dość znacznym, bo prawie 2-proc., spadku w poniedziałek. Czynnikiem stabilizującym okazała się informacja o projekcje budżetu Wenezueli, który zakłada, że ten trzeci w OPEC producent ropy zwiększy jej wydobycie ponad limity przyjęte przez tę organizację.
Wenezuela zamierza zwiększyć dostawy do 2,8 mln baryłek dziennie, a więc o 1,6% przekroczyć kontyngent uzgodniony w ramach Organizacji Państw Eksporterów Ropy Naftowej - podała państwowa agencja prasowa Venpres.
Od początku roku kraje OPEC przestrzegały ograniczeń wydobycia, które jest teraz najmniejsze od 11 lat, co spowodowało wzrost cen benzyny o ponad 27%. OPEC przedłużyła okres obowiązywania tych limitów do września. Wiele wskazuje jednak na to, że dłużej się nie da. Niedawno pojawiły się informacje o możliwości wyjścia Nigerii z tej organizacji. Teraz buntuje się Wenezuela, która pod rządami prezydenta Chaveza była jednym z najbardziej zagorzałych zwolenników wprowadzenia ograniczeń. Pozycja Chaveza jednak słabnie, a budżet coraz bardziej potrzebuje pieniędzy.
Od początku lipca zwiększyły już wydobycie Rosja i Norwegia. Jeśli przyłączą się do nich choćby niektóre kraje OPEC, to przy marnym popycie, spowodowanym wciąż niewielkim ożywieniem światowej gospodarki, ropa nie powinna już drożeć. Wczoraj w Londynie za tonę gatunku Brent z dostawą na wrzesień płacono 25,39 USD, a więc o 3 centy mniej niż na poniedziałkowym zamknięciu.
O 3 dolary, do 1567 USD za tonę, a więc o 0,2%, staniała wczoraj w Londynie miedź. Wciąż spadające kursy akcji i złe nastroje inwestorów mogą spowodować dalsze spadki ceny tego metalu. Giełdowa dekoniunktura zmniejsza bowiem szanse na wyraźne ożywienie gospodarcze w Stanach Zjednoczonych, które są największym rynkiem zbytu metali, a to przekłada się na ich niższe ceny na londyńskiej giełdzie.