Mierzony przez UBS i Gallup Organization wskaźnik zaufania inwestycyjnego spadł w bieżącym miesiącu do poziomu 46 punktów. To najniższa wartość indeksu, od 1996 r. - kiedy zaczęto prowadzić badania. W czerwcu wskaźnik znajdował się na poziomie 72 pkt., a w styczniu 2000 r., w szczycie giełdowej hossy osiągnął maksymalną wartość 178 pkt. Niepokojące jest także, że zaledwie 32% inwestorów uważa, że giełdy będą zwyżkować w przyszłym roku. Zaledwie co piąty Amerykanin uważa, że Dow Jones może w 2003 r. przekroczyć próg 11 tysięcy punktów.

Na amerykańskim rynku działa obecnie ponad 6 tysięcy funduszy akcyjnych, w których zainwestowanych jest 3 bln USD. Na razie więc - biorąc pod uwagę liczby bezwzględne - ucieczka inwestorów nie osiągnęła dramatycznych proporcji. Jednak coraz więcej indywidualnych inwestorów zaczyna wątpić w sens trzymania pieniędzy na giełdzie, lokując nowe oszczędności w funduszach pieniężnych. Coraz większą popularnością cieszą się instrumenty finansowe, za pośrednictwem których można inwestować w papiery skarbowe i w obligacje municypalne.

Analitycy z Wall Street mówią coraz więcej o niebezpieczeństwie odwróconego "efektu bogactwa", który może zagrozić całej amerykańskiej gospodarce. Od 4 lipca z rynku kapitałowego "wyparowało" półtora biliona dolarów. Konsumenci, widząc spadające oszczędności, zwłaszcza na kontach emerytalnych, mogą znacznie ograniczyć wydatki. Ponieważ od wewnętrznego popytu zależy aż 2/3 PKB Stanów Zjednoczonych, spadek zaufania konsumentów może znów doprowadzić do recesji.