W maju 2000 r., za rekordową wówczas kwotę 188 mld USD, specjalizujący się w telefonii komórkowej koncern Vodafone AirTouch przejął niemieckiego rywala z branży, Mannesmanna. Vodafone pokonał opory kierownictwa niemieckiej firmy, kierując ofertę przejęcia bezpośrednio do akcjonariuszy. W wyniku tej sytuacji prezes Klaus Esser musiał odejść ze stanowiska - na "otarcie łez" otrzymał jednak 90 mln DEM odprawy, jego najbliżsi współpracownicy w sumie 31 mln DEM, a 60 mln DEM przypadło w udziale członkom zarządu.
Właśnie z powodu wysokości odpraw prokuratura z Düsseldorfu zamierza przedstawić zarzuty działania na szkodę spółki Mannesmann nie tylko J. Ackermanowi i K. Zwickelowi. ale także ówczesnemu szefowi rady nadzorczej Mannesmanna, Jaochimowi Funkowi oraz czterem innym osobom (w tym prezesowi K. Esserowi). Istnieją podejrzenia (choć ponoć nie ma na to bezpośrednich dowodów), że przyznając tak sowite odprawy członkowie rady nadzorczej usiłowali skłonić sprzeciwiające się fuzji kierownictwo koncernu do zaakceptowania oferty Brytyjczyków.
"Akt oskarżenia jest już ponoć gotowy" - twierdzi środowy "Süddeutsche Zeitung". Rzecznik prokuratury, Simone Kämpfer, nie chciała tej informacji skomentować. Przyznała jednak, że rezultaty dochodzenia zostały przekazane prawnikom zainteresowanych osób. Mają oni czas na opinie do 16 sierpnia. Za działania na szkodę spółki w Niemczech grozi kara pozbawienia wolności do lat pięciu.
Wysokość odpraw była powszechnie krytykowana praktycznie od momentu ujawnienia tej informacji. Domagano się m.in., aby K. Esser zwrócił część pieniędzy. Śledztwo w tej sprawie, w które zaangażowana została również policja kryminalna, trwa od sierpnia 2001 r. Już w ub.r. szef IG-Metall Klaus Zwickel przyznał, że popełnił błąd, podpisując dokument o odprawach dla członków kierownictwa Mannesmanna.