Ostatnio na rynku terminowym nie trudno o ciekawą sesję. Tak też było w piątek. Po niższym otwarciu (1041pkt.), wymuszonym niejako przez przecenę dzień wcześniej, a następnie po przetestowaniu poziomu 1025 pkt., rynek ogarnęła prawdziwa gorączka zakupów. Sygnałem do zwrotu okazało się wystawienie kilku dużych ofert kupna (w tym jedna opiewająca na ponad 300 kontraktów) i następujący chwilę później atak popytu na duże spółki.

W efekcie tak skoordynowanych działań, w przeciągu dwóch godzin kurs wrześniowych kontraktów wzrósł z poziomu 1035, do 1083 pkt. Ruchowi temu towarzyszył spadek liczby otwartych pozycji (LOP), co może sugerować, że inwestorzy wystraszeni perspektywą silnego odbicia czy też zmiany trendu zaczęli realizować zyski z krótkich pozycji. To akurat nie dziwi, gdyż krótcy są mocno "zarobieni", a poziom 1000 pkt., postrzegany przez większość graczy jako cel rozpoczętej w czerwcu fali spadkowej, jest już praktycznie na wyciągnięcie ręki.

Na wykresie dziennym "września", została wyrysowana, bardzo rzadko spotykana w tej fali spadkowej, biała świeca o tak długim korpusie. Na tym poziomie cenowym jest to z pewnością atrybut w rękach kupujących. Szkoda tylko, że popyt odpuścił w końcówce, przez co zamknięcie (1071 pkt.) wypadło poniżej połowy czwartkowej czarnej świecy (1076 pkt.). W tej sytuacji nie można układu dwóch ostatnich świec traktować jako formacji przenikania. Niefrasobliwość byków może dziwić podwójnie, gdyż uzupełniając wspomnianą formację o duże wyprzedanie rynku oraz wzrostową dywergencję na RSI, moglibyśmy mówić o silnym sygnale kupna. Tymczasem, jakkolwiek wszystko wskazuje na to, że trend spadkowy powoli się kończy, to tak jednoznacznych stwierdzeń nie można użyć. Nawet pomimo tego, iż na wykresie tygodniowym mamy formację młota, skutecznie broniącą wsparcia, jakie tworzy połowa białej świecy z 12 grudnia ub.r. (1070 pkt.).