Obniżenie tegorocznej prognozy zysku Pekao nie było zaskoczeniem dla rynku. Od połowy czerwca, kiedy ujawniono wielkość zaangażowania kredytowego banku w upadającą Stocznię Szczecińską (prawie 500 mln zł), większość analityków brała pod uwagę taką możliwość. Szokiem dla inwestorów była jednak skala korekty. W piątek bank poinformował, że w tym roku jego zysk netto wyniesie 1 mld zł, wobec planowanego 1,4 mld zł.
Wczoraj z powodu korekty, J.P. Morgan obniżył do 91 zł, ze 104 zł cenę docelową jednej akcji Pekao, utrzymując rekomendację na poziomie "tak jak rynek". - Słabszy wzrost dochodów nie jest dla nas niespodzianką. Jednak skala pogorszenia portfela kredytowego była dla nas szokująca - napisali analitycy J.P. Morgan.
Nie tylko Pekao
Według analityków BM BPH PBK, zmiana prognozy Pekao nie jest związana wyłącznie z sytuacją stoczni. - Problemy podmiotów zagrożonych upadłością i mających kłopoty z płynnością przekładają się na wyniki całej branży bankowej, która przeżywa w ostatnich tygodniach na giełdzie złe chwile. Prognoza Pekao jest zapowiedzią wyraźnego pogorszenia wyników także innych banków, które są dotknięte tymi samymi problemami - podali wczoraj analitycy. Według nich, pomimo korekty Pekao nadal pozostaje liderem sektora bankowego pod względem dochodowości. Skala przeceny akcji banku w ostatnim okresie wskazuje, że słabsze wyniki są już w dużej mierze uwzględnione w wycenie rynkowej.
- Przykład Pekao pokazuje, że w czasie dekoniunktury w gospodarce banki nie są ostoją dobrych wyników finansowych. Na ich zyskach szczególnie zaciąży działalność korporacyjna, która jest głównym powodem tworzenia rezerw - uważa Marcin Materna, analityk z DM BIG-BG.