Przed tygodniem holenderscy parlamentarzyści dowiedzieli się, że ich królowa otrzymuje subsydia z budżetu Unii, przewidziane wspólną polityką rolną. Jeden z deputowanych skierował w tej sprawie zapytanie do komisarza ds. rolnictwa Franza Fischlera, który na odpowiedź miał sześć tygodni. Jego sekretarz prasowy odpowiedział od razu, przed rozpoczynającym się w Unii sezonem urlopowym: - Holenderska królowa ma takie samo prawo do dopłat rolnych, jak każdy inny unijny rolnik. Po czym dodał pośpiesznie, że "Jej Wysokość królowa Beatrix nie jest oczywiście rolniczką, lecz właścicielką oliwkowego gaju".
Rząd Holandii potwierdził, że królowa Beatrix rzeczywiście otrzymuje z Unii dopłatę rolną, lecz przeznacza ją na cele charytatywne. Monarchini próbowała zrezygnować z subsydiów, lecz prośbę jej odrzucono, tłumacząc, że prawo unijne jest takie samo dla wszystkich, bez względu na tytuły. "Jest gospodarstwo - musi być dopłata" - podkreślono w stanowisku Unii.