United Airlines kontrolowało na koniec I półrocza br. 17,43% amerykańskiego rynku przewozów pasażerskich i plasowało się na drugim miejscu w branży (za American Airlines - 19,6%). Najsilniejszą pozycję koncern ma w zachodniej części USA. Z kolei operującemu głównie na wschodnim wybrzeżu US Airways, z 6,8-proc. udziałem, przypadło w tym rankingu szóste miejsce. Gdyby doszło do połączenia, powstałby największy w Stanach Zjednoczonych przewoźnik, do którego należałoby 24,2% rynku.
- Oprócz efektów finansowych sojusz może przynieść również korzyści marketingowe, o jakich konkurencja może tylko pomarzyć - twierdzi prezes US Airways David Siegel. Jego zdaniem, obecnie trwają rozmowy na temat liczby pracowników, wyboru dostawców części oraz firm leasingowych. Siegel nie chciał ujawnić, kiedy fuzja mogłaby zostać sfinalizowana, ale pierwsze sukcesy już są. Przed kilkoma dniami zrezygnowali z protestów przeciwko planom połączenia piloci obu towarzystw.
Według prezesa US Airways, prowadzone obecnie negocjacje nie wykluczają skierowania przez jego firmę wniosku o ochronę przed wierzycielami na podstawie 11 rozdziału amerykańskiego prawa upadłościowego.
United Airlines zakończyło II kwartał 341 mln USD straty netto. Przy okazji prezentacji wyników prezes koncernu Jack Creighton przyznał, że będzie występował o finansową pomoc państwa. Do końca roku firma musi spłacić ponad 1 mld USD zadłużenia. Z kolei US Airways odnotowało na koniec czerwca 248 mln USD straty (był to już 11 kwartał na minusie od połowy 1999 r.). W tym przypadku obserwatorzy rynku są zgodni - bez skorzystania z prawnej ochrony przed wierzycielami towarzystwo będzie musiało upaść.
United Airlines już z 2000 r. próbowało połączyć siły z US Airways, ale na przeszkodzie stanął wówczas urząd antymonopolowy. Obecnie, w znacznie zmienionej sytuacji rynkowej, nie powinno być z jego strony sprzeciwów. Skumulowana strata największych amerykańskich linii cywilnych przekroczyła w II kwartale br. 1 mld USD (w tym samym okresie 2001 r. minus 400 mln USD).