Wczorajszą sesję będą mile wspominać zarówno gracze inwestujący z myślą o zwyżkach, jak i o zniżkach cen. Nie da się ukryć, że wczoraj na rynku panowała duża zmienność, a ceny swoim zachowaniem przypominały jojo.
Początek sesji to niewielka konsolidacja, która przerodziła się w imponujący wzrost. Nastąpiło wybicie z małego kanału spadkowego. Kursy jednak długo poza nim nie przebywały. Wzrost został zatrzymany przez średnią kroczącą, która po raz kolejny okazała się skutecznym narzędziem. Ostatnie punkty (maksimum 1088) zdobyte przez byków były trochę naciągane, na co wskazywał obrót, który już nie potwierdzał wzrostu. Po chwili wahania nastąpił odwrót i ceny powróciły do kanału. Na wykresie jednominutowym została wyrysowana formacja głowy i ramion z zasięgiem spadku do poziomu 1058 pkt. Spadek został zrealizowany dzięki słabym danym o dynamice PKB w USA.
Jak widać, mimo posiadanej szansy, bykom nie udało się na trwałe wyciągnąć cen na wyższe poziomy. Wczorajsza sesja po raz kolejny pokazała, że na rynku rządzi podaż, która każdą zwyżkę cen wykorzysta do zasypania rynku papierami. W takiej sytuacji nie ma innego wyjścia, jak nadal trzymać się krótkiej strony rynku. Rynek nie wykazuje w tej chwili żadnych przesłanek ku temu, by sądzić, że byki mogą przejąć inicjatywę. Czasem im się tu udaje, ale przewaga posiadaczy długich pozycji nie trwa dłużej niż kilka godzin. Ba, nawet takie podjazdy są przez podaż pożądane. Dzięki temu można wyżej sprzedać posiadane papiery. Pierwszą jaskółką, która może zapowiadać wiosnę, byłoby pokonanie przez wykres cen poziomu średniej kroczącej. Wczoraj się to nie udało, co stawia byki w kiepskiej sytuacji. Przypomnę, że gracze średnioterminowi o zamknięciu swoich krótkich pozycji mogą pomyśleć dopiero po wyjściu nad poziom 1120 pkt.