Można żartować, że lepiej by się stało, gdybyśmy nie monitorowali zmian wartości sztywnych koszyków inwestycyjnych... Lepiej, bo dobrej propagandy to naszemu rynkowi nie robi. Przyjęta zasada monitorowania efektów hipotetycznej strategii "kup i trzymaj" w odniesieniu do różnych zestawów papierów prowadzi bowiem - na razie - do smutnego wniosku, że nie jest ona warta funta kłaków. Ale przypomnijmy, że raptem po miesiącu od rozpoczęcia obserwacji nie wolno wyciągać zbyt poważnych wniosków. Choć, jak zwykle, podkreślamy zalety dbania o swój prawdziwy portfel - w tym pilnowania, by nie dopuścić do zbyt dużych, nie tolerowanych przez inwestora, strat.

- Panie Kwiecień, powinniście pokazywać przykłady pozytywne, to znaczy, jak można zarobić na giełdzie, a wy ciągle o tych stratach. Przecież w końcu wszyscy uciekną z tego rynku, gdzie pieprz rośnie... - dość często słyszę lub czytam takie uwagi. Cóż, prawda jest brutalna - zajmujemy się opisywaniem faktów i rzetelną analizą, a nie czarną magią. Od ponad dwóch lat - z krótką przerwą na przełomie 2001/2002 - musieliśmy więc opisywać coraz bardziej rujnująca portfele bessę. Ale, oczywiście, piszemy przecież także o zarabianiu - na spadkach - na rynku instrumentów pochodnych. Raczej niemożliwe jest jednak takie upowszechnienie kontraktów terminowych czy nawet najprostszych instrumentów pochodnych - jednostek indeksowych - by ludzie szerzej korzystali z możliwości zarabiania na bessie. Nie tylko przecież Polacy przyzwyczajeni są do tego, że zarabia się na hossie. I dla tych nastawionych do rynku tradycyjnie lepsze czasy nadejdą.

Z punktu widzenia interesów rynku i gospodarki byłoby najlepiej, gdyby w długim terminie właśnie proste strategie "buy and hold" (kup i trzymaj) przynosiły zyski większe niż te, wynikające z trzymania np. papierów skarbowych czy długoterminowych lokat bankowych. W modelu idealnym strategia taka powinna dać zarobić na dwóch elementach - długoterminowym wzroście kursu akcji i dywidendach. W Polsce, w ciągu ostatnich lat, marnie jest i z jednym, i z drugim...