We wrześniowym wydaniu specjalistycznego magazynu "Golf Digest" ukaże się ranking szefów koncernów, którzy najlepiej grają w golfa. Jest on sporządzany co dwa lata, według tzw. systemu punktowego "handicap". Początkujący gracz płci żeńskiej zaczyna od 40 pkt., a męskiej od 36 pkt. Ze wzrostem umiejętności punkty są odejmowane. Gracze zawodowi posiadają 0 pkt. handicap.
Według analizy "Golf Digest", kupione na początku 2001 r. za 1 tys. USD akcje 30 spółek prowadzonych przez dyrektorów generalnych - najlepszych golfistów - byłyby warte na wtorkowym zamknięciu tylko o 8% mniej (920 USD). W tym samym okresie 1000 USD zainwestowanych w akcje "30" Dow Jonesa stopniałyby o 23,3% (do 767 USD), a jeszcze gorzej wypadłaby taka inwestycja w akcje spółek z indeksu S&P 500 - tutaj strata na wartości wyniosłaby 35%.
Do najlepszej trzydziestki dyrektorów generalnych-golfistów weszli szefowie spółek, którzy mają 8 lub mniej punktów handicap. Od 2001 r. akcje 23 kierowanych przez nich firm dają sobie lepiej radę niż S&P 500, a kursy walorów 11 firm nawet wzrosły w warunkach nielitościwego rynku niedźwiedzia.
Najlepszym golfistą wśród amerykańskich prezesów jest Scott McNeal z Sun Microsystems, który ma 0,3 pkt. handicap, a więc gra na profesjonalnym poziomie. Niestety, jego umiejętności nie powstrzymały akcji koncernu przed spadkiem o 86% od początku 2001 r.
Dlaczego firmy prowadzone przez dobrych golfistów z reguły dają sobie lepiej radę również w ekonomicznej grze? "Golf Digest" podaje dwa wyjaśnienia. Według pierwszego, dyrektorzy-golfiści potrafiają rywalizować, panować nad emocjami i pragną wygrywać. Według drugiego, firmy prowadzone przez golfistów lepiej sobie radzą, ponieważ szefowie spędzają więcej czasu na wolnym powietrzu, a mniej w biurze - dzięki czemu dają pracować swoim podwładnym w spokoju...