Na cenę ropy naftowej nie wpłynął nawet comiesięczny raport Międzynarodowej Agencji Energetycznej, która po raz kolejny obniżyła prognozę wzrostu popytu na ropę w tym roku, ale podtrzymała na rok następny. Popyt na ropę ma zwiększyć się do końca roku o 200 tys. baryłek dziennie, a więc o 20% mniej niż MAE prognozowała przed miesiącem. Oznacza to więc zmniejszenie popytu o 50 tys. baryłek dziennie, podczas gdy OPEC przekraczała w lipcu uzgodniony przez siebie limit wydobycia o 1,6 mld baryłek dziennie. Przy takiej nadprodukcji cena ropy powinna spadać. Jedyne, co ją podtrzymuje na obecnym poziomie, to ciągłe obawy o zakłócenie dostaw w wyniku stale utrzymującego się napięcia na Bliskim Wschodzie. Jeśli jednak OPEC podtrzyma limity, zmniejszy się udział tego regionu w światowym rynku, a tym samym - jego wpływ na cenę ropy naftowej.

W piątek po południu za baryłkę ropy gatunku Brent z dostawą na wrzesień płacono w Londynie 25,15 USD, wobec 25,11 na czwartkowym zamknięciu i 25,31 przed tygodniem.

Miedź w czasie porannych notowań zdrożała ponad poziom 1500 USD za tonę, ale po słabym otwarciu europejskich giełd i późniejszych spadkach również za oceanem, jej cena wróciła poniżej tej bariery i po południu w Londynie za tonę płacono 1494 USD. Przed tygodniem tona kosztowała 1501 USD. W krótkim okresie cena miedzi powinna kształtować się w przedziale 1485-1510 USD.

Złoto w stosunku do czwartku zdrożało o 0,2% i na popołudniowym fixingu w Londynie jego uncja kosztowała 312,95 USD. O ruchu ceny właśnie w tym kierunku przesądziły spadki na giełdach.