ARR jest spółką z ograniczoną odpowiedzialnością, istniejącą dopiero od 7 lipca 2002 roku. Założycielem, jedynym właścicielem oraz prezesem zarządu jest Jarosław Landos, który przyznaje, że firma nie prowadzi na razie żadnej działalności. Nie chce on także zdradzać, czym Ocean miałby się zająć, gdy ARR go przejmie. - Ocean ma szansę na rozwinięcie handlu masowym towarem - mówi. Być może chodzi mu o obrót paliwami. Ocean posiada bowiem od 30 września 1999 roku 10-letnią zgodę na obrót paliwami płynnymi.
Plan ratowania Oceanu polega na tym, że ARR ma odkupić wierzytelności za część ich wartości. Następnie, poprzez objęcie nowej emisji akcji, przejmie kontrolę nad firmą. ARR chce rozwinąć nową działalność i z pochodzących z tego tytułu zysków spłacić wierzytelności. W efekcie firma "kuchennymi drzwiami" wchodzi na giełdę, po pewnym czasie odzyskuje zainwestowane pieniądze i zachowuje pakiet kontrolny akcji.
Wszystko zależy jednak od zezwolenia Komisji. Jarosław Landos twierdzi bowiem, że jeśli nie będzie zgody, to po prostu nie będzie o co walczyć. Tym bardziej że Ocean został 8 sierpnia postawiony w stan upadłości (postanowienie sądu nie uprawomocniło się jeszcze).
J. Landos pytany, dlaczego w takim razie spóźnił się z zawarciem umowy z bankiem Pekao SA, który najwytrwalej domagał się upadłości spółki handlowej i w końcu do niej doprowadził, odpowiada, że bank stawiał warunki nie do zaakceptowania. - Inni wierzyciele byli mniej stanowczy, Pekao SA żądał natomiast już teraz gwarancji ceny - stwierdza.
Zdawkowo o prowadzonej procedurze wypowiada się Komisja. Michał Stępniewski, p.o. rzecznika prasowego KPWiG, mówi jedynie, że sytuacja jest znana Komisji. - Podejmujemy kroki, aby umożliwić inwestorowi wejście do spółki, przy jednoczesnym zabezpieczeniu interesów akcjonariuszy oraz wierzycieli - dodaje.