Reklama

Polskie banki muszą odzyskać zaufanie inwestorów

Publikacja: 14.08.2002 09:58

PARKIET: Ostatnie dwa miesiące dowodzą, że akcje banków znajdują się w niełasce inwestorów. Świadczą o tym choćby spadki ich kursów. Jakie są przyczyny wyprzedaży bankowych walorów?

Grzegorz Zawada (Erste Securities): Odpowiedź jest dość prosta. Do tej pory inwestorom wydawało się, że banki to sektor odporny na załamanie gospodarcze. Dekoniunktura, która dotknęła spółki przemysłowe, miała nie dotyczyć banków. Jak się jednak okazało, ich kondycja jest w dużej mierze pochodną kondycji klientów. To widać zwłaszcza po wynikach finansowych za II kwartał br. W większości przypadków są one poniżej oczekiwań. Inwestorzy przeczuwając, że wyniki będą słabsze, postanowili pozbyć się akcji spółek bankowych.

Andrzej Powierża (DI BRE Banku): Rzeczywiście, można było przewidzieć, że pogorszenie rezultatów finansowych wpłynie na ich notowania. Dochodzi tutaj jednak jeszcze jeden czynnik - wpływ inwestorów strategicznych. Mieli oni zajmować się usprawnianiem procedur kredytowych, tworzeniem rezerw i "czyszczeniem" portfeli. Inwestorzy tkwili w przekonaniu, że wpływ pozytywnego czynnika w postaci usprawnienia działalności banków będzie większy niż negatywnego, czyli słabej koniunktury w gospodarce. Okazało się jednak, że od fundamentów gospodarki nie da się uciec.

Robert Sobieraj (DM Banku Handlowego): Warto przy tym zauważać, że ta przecena najbardziej dotknęła banki, które odstawały od średniej pod względem udziału złych kredytów - BRE i Pekao. Zgodnie z danymi GINB, średnia w sektorze na koniec 2001 r. wynosiła 18,3%. Na koniec I kwartału br. mamy już 20%. Według nas, na koniec II kwartału było jeszcze gorzej. Zapewne będzie to już 21-22%. Rynek oszczędził ING BSK i BZ WBK, które mają umiarkowany poziom nietrafionych kredytów.

Grzegorz Zawada: W przypadku Pekao wydawało się, że bank ten jest liderem pod względem konserwatyzmu w klasyfikacji kredytów, w polityce tworzenia rezerw. Wydawało się, że w zakresie risk management jest lepszy niż średnia rynkowa. Okazało się, że te oczekiwania są przesadzone. Po wynikach ostatniego kwartału, po tym, co zrobiono z portfelem kredytowym, bank ten jest tak naprawdę jedynie "średniakiem".

Reklama
Reklama

Robert Sobieraj: Tak, tym bardziej że wielu analityków i inwestorów kojarzyło Pekao jako detalistę. Mogło się zatem wydawać, że mając klientów detalicznych, którzy są w lepszej sytuacji niż ci korporacyjni, Pekao nie odczuje tak mocno dekoniunktury.

PARKIET: Z dużych banków najmniej ucierpiały w ostatnich kilkunastu tygodniach kursy akcji Banku Handlowego i ING BSK. W ub.r. zarzucano ING BSK, że zbyt konserwatywnie podchodzi do kwestii tworzenia rezerw...

Robert Sobieraj: Wręcz stawiano zarzuty, że bank ten manipuluje rezerwami, aby obniżyć wynik netto.

Grzegorz Zawada: Jest jednak pewien problem w porównaniu zmian cen akcji Banku Handlowego i BSK ING z innymi dużymi instytucjami finansowymi. Oba te banki są mało płynne. W takiej sytuacji nie zawsze jest takie jednoznaczne przełożenie między wynikami finansowymi a kursem.

Robert Sobieraj: Klienci zagraniczni często dzwonią do mnie z pytaniem: jak to jest, że handluje się w trakcie sesji 200 akcjami ING BSK, a tak symboliczny obrót wycenia nam 12 mln akcji całej kapitalizacji.

Grzegorz Zawada: Proste pytanie, a odpowiedź jest już trudniejsza (śmiech uczestników).

Reklama
Reklama

Robert Sobieraj: Wydaje mi się, że ceny akcji BRE czy Pekao ucierpiały najbardziej również dlatego, że w te banki silnie zaangażowani są inwestorzy zagraniczni.

PARKIET: Jak oceniacie zaangażowanie kredytowe banków w Stocznię Szczecińską?

Grzegorz Zawada: Jego historia jest dość odległa. Sięga czasów, kiedy stocznia była jednym z liderów w polskiej gospodarce. Był to jeden z najlepiej wykonanych projektów prywatyzacyjnych. Miała ona wówczas wysokie zyski, produkowała statki wysokiej jakości, a zarząd działał sprawnie. Pierwsze decyzje kredytowe zapadały w tamtym okresie. Reszta była już tylko konsekwencją pierwotnych decyzji. W przypadku Stoczni Szczecińskiej można mieć zastrzeżenia do reagowania, kiedy zaczyna się dziać coś niedobrego z kredytem. Mechanizm ten, niestety, zawiódł w zachowaniu banków w tym przypadku. Nie wyobrażam sobie - ze względów ekonomicznych i polityczno-społecznych - wycofania się banków z kredytowania rok temu. To nie było możliwe. Oczywiście, można powiedzieć, że trzeba było zaklasyfikować te kredyty inaczej, utworzyć część rezerw.

Robert Sobieraj: Dużych klientów korporacyjnych jest najwyżej stu. Jeżeli zacznie się stawiać zbyt wygórowane wymagania na rynku, pojawi się fama, że w tym banku trudno uzyskać kredyt. Na rynku bankowym zderzają się dwa czynniki. Z jednej strony, danie kredytu gwarantuje przychód bankowi. Z drugiej jednak, mamy ryzyko, że mogą wystąpić kłopoty z odzyskaniem powierzonego kapitału. To taka odwieczna walka. Trudno wyobrazić sobie nagłą decyzję, że rezygnujemy z kredytowania tak dużego klienta, jakim była Stocznia Szczecińska. Sądzę, że banki po cichu liczyły, że rząd pospieszy z pomocą, udzieli spółce gwarancji i nie pozwoli jej upaść.

PARKIET: Analitycy szacowali, że zaangażowanie kredytowe banków w projektach realizowanych przez Stocznię Szczecińską wynosiło 1,4-1,5 mld zł. Czy przeprowadziliście Panowie szacunki, ile od momentu pogorszenia kondycji stoczni udało się odzyskać pieniędzy bankom, a na ile zaś mogą liczyć w przypadku zarządzania masą upadłościową przez syndyka tego konglomeratu?

Grzegorz Zawada: Trudne pytanie, bowiem banki niespecjalnie chcą się przyznawać. Mieliśmy choćby przypadek ekspozycji kredytowej BIG-BG w terminalu paliwowym. Niestety, bank nigdy się nie odniósł się do tej sprawy.

Reklama
Reklama

Dariusz Górski (ING Securities): Mamy kredyty przeznaczone na budowę statków i kredyty na inne rzeczy. Wiadomo na razie o dwóch statkach, na które dał kredyty Pekao. Jeden z nich już odpłynął do armatora, a drugi jest w dobrym stanie. Daje to 50 mln USD, czyli w przybliżeniu 200 mln zł. Dwa statki są nadal budowane, a co do reszty pozostają już tylko wątpliwości. Biorąc jednak podejście niektórych banków, które chętnie przystały na redukcję zadłużenia, ewidentnie widać, że budowa tych statków jest na tyle mało zaawansowana, iż nie ma ekonomicznego sensu w ogóle ich kończyć. BPH PBK twierdzi inaczej, a zatem czekamy.

Andrzej Powierża: Co prawda, w ostatnich miesiącach sporo się nauczyliśmy o statkach, jednak cały czas jesteśmy skazani na zaufanie w to, co nam banki powiedzą o swoich kredytach.

PARKIET: Banki w przypadku Stoczni Szczecińskiej twierdziły, że dopóki spółka spłaca terminowo kapitał i odsetki, dopóty nie ma potrzeby zawiązywania dużych rezerw. Czy takie podejście było właściwe?

Dariusz Górski: Przyznam, że mnie zaskoczyła jednomyślność banków w tej sytuacji. Wszystkie one zawiodły. Z jednej strony, były niemal pewne, że z pomocą pospieszy Skarb Państwa. Z drugiej zaś, wierzyły, że III i IV kwartał przyniesie poprawę sytuacji makroekonomicznej. Mając to na uwadze banki niezbyt agresywnie tworzyły rezerwy.

PARKIET: W ubiegłym roku doszło do wielu konsolidacji w sektorze bankowym. Mieliśmy integrację ING BSK, BPH PBK, BZ WBK, Handlowy Citibank. Jak Panowie oceniacie efekty tych działań?

Reklama
Reklama

Dariusz Górski: 1+1=1 (śmiech uczestników).

Grzegorz Zawada: W krótkim terminie to nawet trochę mniej. To, co teraz widzimy, to koszty inwestycji. Efektów wciąż nie widać. Zważywszy na to, co dzieje się w gospodarce, na efekty trzeba będzie trochę poczekać.

Robert Sobieraj: Integracje postępują dość powoli. Można jednak podzielić banki konsolidujące się na dwie grupy: te, w których dość sprawnie przebiega proces intergacji i te, które odstają pod tym względem. Sądzimy, że w BPH PBK można byłoby pewne procesy przyspieszyć. Chodzi o ujednolicenie systemów informatycznych i oferty produktowej. Dobrym przykładem może być z kolei konsolidacja BZ WBK. Pierwszych korzyści w tym banku spodziewam się już w br.

Andrzej Powierża: Po stronie synergii przychodowych efekty mogą nie być widoczne, gdyż koniunktura na rynku osłabła.

Po stronie synergii kosztowych ciągle nie można zobaczyć tych efektów, ponieważ upłynęło zbyt mało czasu.

Reklama
Reklama

Robert Sobieraj: Generalnie w przypadku fuzji jest tak, że oczekiwania są na wyrost. Zawsze trzeba założyć, że ich efekty będą niższe, niż życzyliby sobie przedstawiciele spółek.

Grzegorz Zawada: Konsolidacja jest nieunikniona. W Polsce mamy zbyt wiele dużych banków oferujących szeroką gamę produktów dla szerokiego kręgu odbiorców. Sektor bankowy z pewnością nie znajduje się w końcowym etapie przeobrażeń właścicielskich. Kluczowym tematem w tym miejscu jest sprawa PKO BP. Skarb Państwa w pierwszej fazie, oczywiście, nie będzie chciał się pozbyć kontroli nad tym bankiem. Ostatecznie obawiam się, że nie będzie miejsca na rynku na taki podmiot, jak PKO BP. No, chyba że Skarbowi Państwa uda się zrestrukturyzować bank, aby był tak rentowny i miał tak dobry management, jak np. węgierski OTP.

Robert Sobieraj: Patrząc na filozofię działania obecnych władz, widać, że taki bank bardzo by się im przydał.

Dariusz Górski: Ja bardziej wierzę, że na kształt sektora będą wpływać fuzje zagraniczne, które w efekcie - za sprawą właścicieli - dotkną także nasze banki.

PARKIET: Głównym źródłem przychodów dla banków są kredyty. Jak będzie wyglądała najbliższa przyszłość w tym segmencie?

Reklama
Reklama

Dariusz Górski: Podstawowym problemem jest ryzyko. Banki niechętnie dają kredyty. Są wprawdzie takie, które mają kilkudziesięcioprocentowy przyrost akcji kredytowej (np. BRE), ale to rzadkość. Wydaje mi się, że większość banków ostrożnie podchodzi do forsowania akcji kredytowej. Ryzyko jest na tyle duże, że praktycznie każdy kredyt może być trudno ściągalny. Z tego powodu liczę na kilkuprocentowy przyrost kredytów na koniec tego roku.

Grzegorz Zawada: Widzimy również zjawisko wypychania inwestycji prywatnych przez inwestycje publiczne. Te ostatnie głównie wiążą się z papierami skarbowymi. Dają one spore zyski przy praktycznie zerowym ryzyku.

Grzegorz Zawada: Inwestycje w papiery skarbowe są dużo bardziej bezpieczne niż dawanie kredytów. Mimo że na kredycie można wygenerować większą marżę niż na papierach skarbowych, to w końcu może się okazać, że rezerwy ją zjedzą.

PARKIET: Spójrzmy teraz na banki od strony depozytowej. W ostatnich miesiącach ujawnił się trend silnego wzrostu wartości gotówki w obiegu i depozytów na żądanie przy jednoczesnym odpływie pieniędzy z depozytów długoterminowych. Z czego to wynika?

Dariusz Górski: Spadek oszczędności wynika z dekoniunktury w gospodarce.

Robert Sobieraj: Ludzie tracą pracę i chcąc przetrwać, muszą przejadać swoje oszczędności.

Grzegorz Zawada: Jest to także następstwem pewnego długoterminowego trendu. Porównajmy model oszczędzania w Polsce z modelem panującym w Unii Europejskiej. W Polsce mamy 80% depozytów bankowych, w UE 20%. U nas inwestowanie w instrumenty rynku kapitałowego wciąż ma marginalne znaczenie, tam w większości gospodarstw ludzie mają akcje lub jednostki w funduszach powierniczych.

PARKIET: Akcje polskich banków, biorąc pod uwagę rekomendacje wydawane przez renomowane banki inwestycyjne, nie są w modzie. Analitycy sugerują większe zaangażowanie w banki czeskie czy węgierskie. Co sprawia, że radzą oni doważanie innych państw regionu?

Dariusz Górski: Wynika to z tego, że tam nie ma wzrostu PKB na poziomie 1%, tylko 3%. Nie ma problemu złych kredytów, bo banki czeskie są po operacji restrukturyzacji kłopotliwego zadłużenia. Tam banki mają rentowność kapitału własnego (ROE) powyżej 20%. Pod względem P/E również jesteśmy drodzy.

Robert Sobieraj: Nawet jeżeli porówna się nasz sektor z sektorem europejskim, okazuje się, że nasze banki mimo ostatnich spadków, wciąż są drogie.

Dariusz Górski: Biorąc pod uwagę tegoroczne zyski, akcje polskich banków są przewartościowane. Uwzględniając przyszłoroczne zyski, sytuacja się trochę poprawia. Polska jest jednak specyficznym rynkiem w regionie. De facto można tutaj handlować w miarę swobodnie akcjami sektora bankowego, Agorą, kilkoma spółkami informatycznymi, TP SA i KGHM.

Andrzej Powierża: A zatem jesteśmy skazani na sukces (śmiech uczestników).

Dariusz Górski: Mamy prosty model ROE do kosztu kapitału. Żaden z polskich banków nie jest atrakcyjny pod względem tego modelu. Na bazie modelu ROE/koszt kapitału BPH PBK jest przewartościowany o 100%, BRE o 70%, a BZ WBK - o 30%. Tyle tylko, że jest to podejście krótkowzroczne, które uwzględnia jedynie bieżące zyski.

Robert Sobieraj: Jeżeli w I lub II kwartale 2003 r. pojawią się pierwsze trwałe oznaki ożywienia, wówczas byłby to pierwszy zachęcający czas do kupowania akcji bankowych.

Dariusz Górski: Uważam, że wszystko ma swoją cenę. Być może ceny niektórych banków są nadmiernie przeszacowane. Część z nich jest za tania, ale niektóre warto kupować już teraz.

PARKIET: Jakie?

Dariusz Górski: Pekao i BZ WBK. Sądzę, że kursy tych banków obronią się w średnim terminie.

Robert Sobieraj: My w tym momencie rekomendujemy Pekao i BRE.

Andrzej Powierża: Co do typów zgadzam się, że najatrakcyjniejsze są Pekao i BZ WBK. Niepokoi mnie jednak ta nasza jednomyślność (śmiech uczestników).

Dariusz Górski: Dla mnie najciekawszym przypadkiem jest BRE. Większość wycen jest bardzo odległa od obecnego kursu giełdowego.

Grzegorz Zawada: Bank ten powinien być rzeczywiście notowany z dyskontem do wartości księgowej. Inwestując w BRE kupuje się tak naprawdę fundusz typu venture capital. Problemem jest, jak wyceniać taki bank. Fundusz powinien być notowany z dyskontem, działalność bankowa (kredyty i depozyty) już z premią. Wydzielenie mBanku do struktur Banku Częstochowa ułatwi tę wycenę. Nie stanie się to jednak szybko.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama