Na głównych światowych rynkach akcji zapanowało długo oczekiwane ożywienie. Popyt na akcje owocuje zwyżką widzianą po raz ostatni we wrześniu ubiegłego roku. Najważniejsze indeksy są już przeszło 15% ponad minimum lokalnym z końca lipca br. S&P 500 ociera się nawet o 20-proc. wzrost, co spokojnie pozwala kwalifikować trwającą zwyżkę jako typowy rynek byka.

Niestety, nie wszystko złoto, co się świeci. Mimo że na rynkach akcji przeważa popyt, wciąż zbyt wiele problemów wisi nad Ameryką korporacyjną, aby można było zakładać początek prawdziwego rynku byka. Oświadczenia przesyłane SEC o zgodności sprawozdań z regułami GAAP nie ujawniły dalszych skandali księgowych. Tego można było się jednak spodziewać. Ci, którzy rzeczywiście przeskrobali, będą szli w zaparte. Wyniki finansowe z poprzednich kwartałów nie przekonują mnie. Nie widać po nich wyraźnych śladów nadchodzącego ożywienia w gospodarce. Problemem w dalszym ciągu pozostaje nieuwzględnianie w sprawozdaniach wyemitowanych opcji na akcje dla menedżerów. Wedle wyliczeń analityków Merrill Lyncha, zyski spółek z S&P 500 w ubiegłym roku zostały z tego powodu zawyżone o 1/5. Na emerging markets słychać tlący się lont od beczki z napisem "śpiący olbrzym", czyli Brazylia. Zbliża się rocznica tragicznych wydarzeń z września ubiegłego roku. Migawki CNN o próbach terrorystów z bronią chemiczną nie wróżą niczego dobrego.

Obecna zwyżka stanowi jedynie korektę wielotygodniowych spadków. Wbrew przypuszczeniom, nie zatrzymała się na średnioterminowych średnich kroczących (następnym zatem oporem będą średnie długoterminowe). Wśród obserwowanych przeze mnie spółkach z sektorów technologicznego i farmaceutycznego bez kłopotu można wymienić wiele firm, które zyskały 1/3-1/2. To dużo i zbliżanie się do newralgicznej daty 11 września będzie prowokować do pozbywania się akcji.

Japonia od początku roku żyje swoim rytmem, nie zważając na wydarzenia na innych światowych rynkach akcji. Nikkei 225 zignorowało zwyżki i uparcie tkwi w okolicach 10 000 pkt.