Reklama

Ministerstwo ułaskawi szarą strefę

Rząd chce przeprowadzić abolicję podatkową. Ma ona objąć nieujawnione dochody osób fizycznych, osiągnięte w latach 1996-2001. Fiskus pobierze od nich jednorazowy 7,5-proc. podatek. Jednocześnie wraz z corocznym zeznaniem podatkowym w przyszłym roku niektórzy podatnicy będą musieli złożyć deklaracje majątkowe.

Publikacja: 29.08.2002 08:53

Według ministra finansów Grzegorza Kołodki, abolicja będzie ukoronowaniem transformacji systemu podatkowego i celno-skarbowego. - One spełniają już standardy OECD i Unii Europejskiej. Mamy narzędzia, aby skutecznie pobierać daninę od tych, którym się nieco lepiej powodzi - mówił wczoraj wicepremier. "Ułaskawienie" nieujawnionych dochodów miałoby pozwolić aparatowi skarbowemu na przystąpienie do pracy z czystym kontem. Poza tym abolicja ma być metodą na ograniczanie szarej strefy. Rząd liczy na to, że ci, którzy się ujawnią, już do niej nie wrócą. Z abolicji będą mogli skorzystać ci podatnicy, którzy - jak mówił G.Kołodko - pomylili się, zapomnieli ujawnić swoje dodatkowe profity albo "coś ich skusiło". Na łaskawość fiskusa nie będą mogli liczyć przestępcy - np. przemytnicy. Dla nich rząd szykuje zaostrzenie prawa. Na podstawie nowych przepisów w kodeksie karnym obligatoryjnie będzie przepadał majątek uzyskany w wyniku przestępstwa. Poza tym to podejrzany będzie musiał udowodnić legalność dochodów. Obecnie dowód musi przeprowadzić wymiar sprawiedliwości.

Jeśli jednak fiskus uzna, że zadeklarowane na mocy ustawy abolicyjnej dochody mogą pochodzić z tzw. czarnej strefy, to wtedy podatnik musi liczyć się z wszczęciem postępowania skarbowego. Jeśli i ono nie przyniesie efektów, sprawą zajmą się organy ścigania. Ci, którzy zatajali część swoich dochodów, mają czas do końca tego roku, aby się ujawnić. Jeśli tego nie zrobią grozi im podatek karny w wysokości 75%.

- Będziemy bacznie obserwować reakcję na nasze propozycje, trochę na zasadzie "uderz w stół, a nożyce się odezwą". Każdy, kto wystąpi przeciwko tej inicjatywie, powinien się najpierw dwa razy zastanowić - mówi Grzegorz Kołodko.

Wraz z abolicją rząd chce wprowadzić obowiązek składania deklaracji majątkowych. Ma to dotyczyć tych, których majątek jest wart łącznie ok. 360 tys. zł (plus wyposażenie mieszkania). Wzoru deklaracji jeszcze nie ma, ale wiadomo już, co trzeba będzie w niej ujawnić. I tak np. każdy właściciel samochodu (lub kilku samochodów) o wartości przekraczającej 80 tys. zł będzie musiał się do tego przyznać w urzędzie skarbowym. Podobnie jest z mieszkaniami o powierzchni większej niż 70 mkw. W deklaracji powinna się też znaleźć informacja o tzw. innych zasobach (np. akcjach i lokatach) wartych więcej niż 100 tys. zł. Małżonkowie będą mogli składać wspólną deklarację. Trzeba będzie ją złożyć tylko raz, chyba, że wartość majątku wzrośnie w następnych latach. Osoby, które nie będą musiały pisać deklaracji, będą zobowiązane złożyć w swoich urzędach skarbowych oświadczenia w tej sprawie.

- Dziś szukanie przez inspektorów skarbowych nieujawnionych dochodów przypomina polowanie na szczura w ciemnym pomieszczeniu. Wprowadzenie deklaracji będzie jak zapalenie światła - tłumaczył wiceminister finansów Wiesław Ciesielski.

Reklama
Reklama

Według wicepremiera Kołodki, abolicja to efekt "zapotrzebowania społecznego". Rocznie do urzędów skarbowych trafia 180 tys. wniosków o przeprowadzenie kontroli podatkowych. Resort finansów liczy, że dzięki całej operacji do budżetu wpłynie dodatkowe 500 mln zł.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama