Inwestycje miały wynieść 25 mln USD. Szwedzi zamierzali wybudować w obwodzie witebskim na północy kraju dwie fabryki - mebli i płyt meblowych - z przerobem do 220 tys. metrów sześciennych drewna rocznie. Przy produkcji mebli pracę znalazłoby prawie 1000 osób. Rocznie przedsiębiorstwo mogło odprowadzać do białoruskiego budżetu nawet 5 mln USD podatków.
Negocjacje zaczęły się jeszcze w 1998 roku. Opracowano ramowy projekt umowy inwestycyjnej. Powstała nawet wspólna firma "Swedwood Polotzk", która miała budować fabryki na Białorusi. Jednak według przedstawiciela firmy na Białorusi Stefana Kalecicza, rząd w Mińsku ciągle odwlekał decyzję.
- Linia kredytowa dla tego projektu (15 mln dolarów) została otwarta ponad rok temu, po wizycie właściciela IKEI Ingvara Kamprada w Mińsku. Białoruski rząd obiecał mu wtedy, że umowa inwestycyjna zostanie podpisana w ciągu miesiąca. Po roku zgodziliśmy się na jeszcze trzy miesiące zwłoki. A teraz po prostu musimy przeznaczyć te pieniądze na inny projekt - mówi biznesmen.
Według jego słów, 30 sierpnia Rada Dyrektorów "Swedwood" (prowadzącej w imieniu IKEI rozmowy z Białorusinami) podjęła decyzję o wycofaniu się z projektu. Szwedzi zignorowali pismo białoruskiego ministerstwa gospodarki, przenoszące termin zakończenia negocjacji o kolejny tydzień. Oficjalne pismo w tej sprawie rząd białoruski miał otrzymać w poniedziałek.
Resort gospodarki odmawia komentarzy, argumentując, że nie było jeszcze oficjalnego powiadomienia o zerwaniu rozmów. Zdaniem sekretarza prasowego rządu Iwana Znatkiewicza, "Szwedzi chcą dostać białoruskie lasy, nie dając nic w zamian". Miejscowi specjaliści są przekonani, że rząd w Mińsku nie podpisał umowy ze Szwedami pod naciskiem monopolisty na rynku drzewnym i meblowym - "Białoruskiego Przedsiębiorstwa Przeróbki Drewna". Firma była przeciwna budowie fabryki IKEI, która stałaby się jej potężnym konkurentem, i proponowała, by Szwedzi sfinansowali modernizację białoruskich zakładów.