Tempo wzrostu cen papierów skarbowych jest na tyle wysokie, że coraz więcej analityków zastanawia się, kiedy ta hossa się skończy lub przynajmniej nadejdzie korekta. Na razie jednak ceny papierów skarbowych biją kolejne rekordy.

Na wczorajszym przetargu inwestorzy zgłosili oferty o wartości 3,57 mld zł na bony roczne (wobec podaży w wysokości 700 mln zł) i 850 mln zł na bony 13-tygodniowe (wobec 100 mln zł podaży). Nic dziwnego, że przy tak dużym popycie rentowność mocno spadała. Na kupionych wczoraj papierach 52-tygodniowych można zarobić 7,27% w skali rocznej, o 0,3 pkt. proc. mniej niż tydzień temu. Jeśli nie zmieni się nastawienie inwestorów do polskiego rynku, wkrótce budżet będzie mógł pożyczać z rynku za mniej niż 7% (dla przypomnienia, pod koniec lipca rentowność papierów rocznych przekraczała 8%).

Interesujące są także wyniki przetargu na bony 13-tygodniowe. Nie tylko ze względu na rekordową nadwyżkę popytu nad podażą (popyt był ośmioipółkrotnie większy), ale także z powodu uzyskanej przez resort rentowności. Wyniosła ona 7,441%, czyli była wyższa niż na bonach rocznych. Jednak papiery krótkie są kupowane głównie przez inwestorów krajowych, w przeciwieństwie do bonów rocznych, które chętnie nabywa zagranica. Widać więc, że za tak duże spadki zyskowności w ostatnim czasie odpowiadają właśnie inwestorzy spoza kraju, zwabieni perspektywami spadku stóp i ożywienia gospodarczego oraz redukcji przyszłorocznego deficytu budżetowego. Być może ich obecność wynika z obaw przed tym, co może nastąpić 11 września, w rocznicę ataku na USA - pod tym względem Polska należy do dość bezpiecznych rynków.

Interesujące jest także to, że zyskowność papierów 13-tygodniowych - 7,441% - jest o prawie 1 pkt. proc. niższa od zanotowanej na ostatniej aukcji tych papierów w połowie lipca. Ta zmiana pokazuje wyraźnie, jak mocno w ciągu niespełna 2 miesięcy zmieniły się rynkowe stopy procentowe.