Indeks spółek największej kapitalizacji znajduje się obecnie na poziomie z końca lipca br. Od tamtego czasu jakiekolwiek próby rozpoczęcia wzrostów przez kupujących akcje kończą się najwyżej kilkuprocentową zwyżką. Formacja podwójnego dna z przełomu lipca i sierpnia na krótko uaktywniła kupujących. Pod koniec sierpnia, po tym jak wykres ponownie spadł poniżej linii szyi, stało się jasne, że na kontynuację zwyżki nie ma co liczyć. Sytuacja posiadaczy akcji jest dość trudna. Z jednej strony słabość ich w ostatnich tygodniach była nadto widoczna. Z drugiej zaś indeks pozostaje w pobliżu newralgicznego poziomu wsparcia, jakim są okolice 1000 pkt.
Trudno spodziewać się silniejszych wzrostów, niż ostatnio widziane. Technicznie można liczyć co najwyżej na trend horyzontalny. Świadczyć będzie o tym udany test wsparcia na poziomie 1040 pkt. Średnie kroczące nie pozostawiają złudzeń, że kupno akcji krajowych blue chipów w tej chwili jest ryzykownym zajęciem. Dywergencji, skłaniających do zajęcia stanowiska, że należy kupować akcje, również nie widać. Główne oscylatory wygenerowały sygnały pozbywania się papierów wartościowych i do tego czasu nic się nie zmieniło.
Zbliżająca się rocznica 11 września zajmuje inwestorów. Obawiają się oni, że dojdzie do kolejnych aktów terroru, co ponownie podważy stabilność polityczną i społeczną na świecie. Ostre stanowisko amerykańskie w sprawie konfliktu na Bliskim Wschodzie nie sprzyja ponadto kupowaniu akcji. Trudno przypuszczać, że rynek polski zlekceważy to ryzyko i wykształci nowy, niezależny od reszty świata, trend. Może dojdzie do tego po spokojnym zakończeniu rocznicy 11 września. Problem w tym, że trudno znaleźć motywy, które spowodowałyby, że do akcji przystąpiłyby byki. Makro jest słabe, wyniki finansowe poza nielicznymi wypadkami są gorsze niż rok wcześniej, ceny ropy naftowej rosną, inicjatywy ustawodawcze rządu eksperci uznają za kontrowersyjne. Co miałoby sprawić, że rynek zacząłby rosnąć? Jedyną odpowiedzią wydaje się: aktywność OFE. Ale z tym byłbym raczej ostrożny.