Wczorajsza sesja przebiegała w spokojnej atmosferze. Ruchy cen nie były nazbyt gwałtowne, a obrót nie sięgał zbyt dużych wartości. To już kolejny taki poniedziałek. Czyżby miało się to stać zasadą?

Podczas całej sesji dało się zauważyć, że rynek terminowy wykazywał bardzo jednoznaczne nastawienie, co do kierunku przyszłego trendu. Podczas gdy na rynku akcji dochodziło do spektakularnych zakupów, na kontraktach o wzrost było bardzo trudno. Chętnych do kupna szybko zasypywano podażą. Podczas wzrostu wartości indeksu ceny wrześniowej serii kontraktu podnosiły się bardzo powoli. W wyniku takiego zachowania można było obserwować bazę, której wartość stale oscylowała wokół wartości -20 pkt.

Wspominana duża rezerwa inwestorów w stosunku do wzrostów nie jest bezzasadna. Obecnie trudno jest znaleźć wiarygodne sygnały mówiące o zmianie trendu. Wykres cen porusza się pod poziomem spadającej średniej kroczącej. Także linia trendu spadkowego nie była wczoraj poważnie zagrożona. Nie można było także zapominać, że tak silny wzrost indeksu zawdzięczać można było głównie trzem spółkom - PEO, KGH i ELE. Zwyżka notowań ELE jest wybitnie spekulacyjna i rynek terminowy już nie reaguje na wywołane nią zmiany indeksu.

Jedyną nadzieją, która pchała graczy do kupna, był fakt krystalizowania się na wykresie odwróconej formacji głowy i ramion (-RGR). Znalazło się kilku śmiałków, którzy tę możliwość uznali za dość prawdopodobną. Ja sądzę jednak, że w tej chwili jest zdecydowanie za wcześnie, by o takiej formacji mówić. Ta powstanie dopiero, gdy przebita zostanie linia szyi (sygnał kupna). Dopiero wtedy można mówić o formacji oraz o jej konsekwencjach. Wyprzedzanie sygnałów, które mogą dopiero paść, może wymagać szybkiej ewakuacji z rynku.