Rynki lubią spokój - taki odkrywczy wniosek nasuwa się po dwóch ostatnich sesjach. Przybierające coraz bardziej realne kształty zagrożenie wojną w Iraku skutecznie tłumiło optymizm inwestorów giełdowych, uniemożliwiając przeprowadzenie jakiejś akcji wzrostowej. Niespodziewana zmiana stanowiska Bagdadu oddaliła na pewien czas perspektywę inwazji, na co rynki zareagowały bardzo pozytywnie. Niestety, niepewność co do intencji dyktatora Iraku oraz wypowiedzi płynące z Białego Domu o konieczności usunięcia reżimu Saddama Husajna nie pozostawiają złudzeń, że wybuch konfliktu zbrojnego jest nadal bardzo prawdopodobny. Poza tym dobre samopoczucie rynków popsuły wtorkowe, gorsze niż oczekiwano, dane o produkcji przemysłowej w USA. To zaowocowało przełamaniem ważnych wsparć przez indeksy amerykańskie. Wczorajsze spadki na wszystkich ważniejszych rynkach były jedynie kontynuacją tendencji i jeśli szybko nie nastąpi poprawa sytuacji geopolitycznej, dekoniunktura może się jeszcze pogłębić.

W kraju nastąpiła kolejna odsłona przedstawienia z Elektrimem w roli głównej. Kolejna zmiana zarządu ma pomóc w negocjacjach z wierzycielami, ale ten serial trwa już tak długo, że inwestorzy mają prawo czuć się zmęczeni. Najważniejsza niegdyś spółka na parkiecie od pewnego czasu jest ulubioną zabawką najagresywniejszych spekulantów. Warto zwrócić uwagę, że ten rok obfituje w firmy, których kurs gładko przełamał magiczny poziom 1 zł i nadal zdąża w dół. Można wyrazić obawę o przyszłość naszej giełdy, kiedy największe i najwartościowsze spółki zostały albo zostaną przejęte przez "zagranicę", a te, których powinno być najwięcej (tzn. małe i średnie przedsiębiorstwa prywatne), padają jak muchy. Kryzys, złe prawo czy może naiwni drobni inwestorzy finansują czyjeś fortuny?