Wzrost kontraktów był konsekwencją obrony wsparcia na wykresie WIG20 na poziomie 1065 pkt., który wyznacza dolne ograniczenie dwutygodniowej konsolidacji. Dodatkowy optymizm zapewniało słynne "prawo longa", dzięki któremu część inwestorów każdy spadek indeksów zachodnich interpretuje optymistycznie, grając pod ich odreagowanie. To specjalność naszego rynku, a im przeceny stają się większe, tym optymizm (czytaj - szansa na jakieś odbicie na Zachodzie) wzrasta (sic!).

Zgodnie z tą zasadą, po kolejnych kilkuprocentowych spadkach na amerykańskich indeksach, na kontraktach już od samego otwarcia przeważali kupujący. Nie czekając na rozpoczęcie notowań na rynku kasowym, kontrakty wybiły się nad szczyt (1067 pkt.) ostatniej dwudniowej konsolidacji, której rozpiętość pozwalała prognozować wzrost przynajmniej o 20 pkt. Taki faktycznie nastąpił, choć byki doczekały się go dopiero w końcówce sesji, gdy analogiczne wybicie konsolidacji mogliśmy oglądać na indeksie. Zasięg wzrostu na kontraktach, wynikający z tej małej formacji podwójnego dna, został już w pełni zrealizowany, zaś indeksowi zabrakło jeszcze paru punktów. Byki powinny dokończyć dzieła na początku przyszłego tygodnia, co zgodnie z wcześniejszym założeniem traktować trzeba jako ruch w kierunku górnego ograniczenia konsolidacji w obszarze 1065-1115 pkt.

Do czasu ewentualnego przełamania lipcowych minimów na amerykańskich rynkach wsparcie na WIG20 wydaje się niezagrożone. Jeśli zaś chodzi o opór, to szansę na jego pokonanie najlepiej określi odpowiedź na pytanie, czy za ostatnią siłą naszego rynku stoją jedynie rodzime fundusze podtrzymujące indeksy, czy też kapitał zagraniczny, który z reguły powodował szybkie wzrosty. Wysokie obroty coraz bardziej skłaniają do tej drugiej tezy.