W poniedziałek na międzynarodowym rynku naftowym notowania wzrosły do najwyższego poziomu od półtora roku, gdyż ponownie zwiększyło się niebezpieczeństwo wybuchu wojny w Zatoce Perskiej. Bezpośrednim powodem było sobotnie oświadczenie rządu w Bagdadzie, że nie zgodzi się on na żadne nowe warunki ONZ, dotyczące kontroli zbrojeń. W tej sytuacji amerykański atak na Irak stał się znów realny, a jedyną niewiadomą wydaje się moment, kiedy to nastąpi. W tych warunkach za baryłkę gatunku Brent z dostawą w listopadzie płacono wczoraj w Londynie 28,86 USD, wobec 28,43 USD w końcu zeszłego tygodnia.

Dodatkowym czynnikiem, pobudzającym zwyżkę notowań, była wiadomość o ewakuacji przez firmę Petroleos Mexicanos 8 tys. pracowników platform wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej ze względu na szalejący tam huragan. W efekcie cena ropy na New York Mercantile Exchange przekroczyła 30 USD za baryłkę.

Wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie sprzyjał też zwyżce notowań złota. Jego atrakcyjność jako bezpiecznej lokaty kapitałów zwiększyły także niepomyślne doniesienia z europejskich giełd akcji, dalsze zaostrzenie konfliktu izraelsko-palestyńskiego oraz spadek kursu dolara, dzięki któremu kruszec ten stał się tańszy dla inwestorów spoza USA. W Londynie cena złota podniosła się w poniedziałek do 323 USD, z 322,15 USD w końcu sesji piątkowej.

Tymczasem na rynku miedzi obroty były wyjątkowo małe, a notowania spadły do najniższego poziomu od początku roku. Brakowało bowiem pozytywnych danych makroekonomicznych, które zapowiadałyby wzrost zapotrzebowania na ten surowiec i mogły pobudzić zainteresowanie inwestorów. Za tonę miedzi w kontraktach trzymiesięcznych płacono w Londynie 1477 USD, wobec 1491 USD w piątek.